Porażki są nieodłącznym elementem każdej działalności gospodarczej. Nic więc dziwnego, że osoby rozpoczynające swoją przygodę z biznesem obawiają się popełnienia błędów. Czy aby ustrzec się przed niektórymi z nich, nie warto czasem uczyć się także na cudzych potknięciach? W środę 9 marca w Business Link odbyło się spotkanie, na którym biznesmeni po raz pierwszy w Szczecinie opowiadali historie swoich niepowodzeń.
Porażki były, są i będą i są nieuniknione w biznesie. Potwierdzają to przykłady wielu światowej sławy przedsiębiorców tj. Walt Disney, Henry Ford czy Richard Branson, a także najbogatszych Polaków. Ich niepowodzenia wynikały z różnych przyczyn: robienia interesów z niewłaściwymi partnerami, złej oceny sytuacji rynkowej, przeszacowania własnych sił, podjęcia złej decyzji czy nawet… wybuchu wojny.
Obecnie uważa się, że mniej więcej 1 na 10 startupów odnosi sukces. Pozostałe zazwyczaj bankrutują, rozpadają się lub osiągają pewien etap „nie do przeskoczenia”. Również dane GUS wskazują, że blisko 80 proc. polskich firm upada w ciągu pierwszych dwóch lat swojej działalności. Te wszystkie dane jednoznacznie potwierdzają, że w biznesie odnosi się nie tylko sukcesy, ale przede wszystkim porażki, te wielkie i te małe. Upadek własnej firmy nie powinien być jednak powodem do załamywania rąk, ale cennym doświadczeniem i motorem do dalszego działania oraz podejmowania kolejnych prób.
Czy podczas “FuckUp Story” potwierdziła się ta teoria? „Fuckup” potocznie w języku angielskim oznacza głupi błąd, czy niezłe zamieszanie wynikające najczęściej z niewiedzy lub niedbalstwa.
Wydarzenie w formie panelu dyskusyjnego prowadzone było przez Maćka Monkiewicza. Zaproszono trzech gości:

Arkadiusz Gos to ewangelista, trener i szkoleniowiec firmy KanBo, który na co dzień wskazuje, jak wiele miejsca do poprawy i zwiększenia wydajności pracy kryje się w procesach biurowych, w ciągu ostatnich lat współpracował przy tworzeniu narzędzi wspierających organizację zadań i procesów, oraz komunikację w zespole.
Największa porażka: „Zrobiliśmy produkt, który miał zespół, budżet, zdobył nagrody, a który jednak nie zadziałał. Na rynku nikt go nie chciał.”
Krzysztof Bobala: znana w Szczecinie osoba, dyrektor największego turnieju tenisowego w Polsce ATP Pekao Szczecin Open, a także współwłaściciel Bene Sport Centrum – nowoczesnego kompleksu sportowego. Krzysztof organizował również lub uczestniczył w organizacji kilku innych imprez sportowych tj. Mistrzostwa Europy i Puchar Świata w Kolarstwie Torowym, Mistrzostwa Europy w Pływaniu, regaty The Tall Ship Races 2007, 2013 oraz BTSR 2015. Te wszystkie osiągnięcia nie miałby miejsca, gdyby nie wcześniejsze porażki, z których wyciągnął wnioski.
Największa porażka: „Podczas organizacji pierwszego dużego turnieju tenisowego ponieśliśmy sromotną porażkę niewywiązując się z obietnic złożonych sponsorom. Dostaliśmy jednak drugą szansę.”
Michał Słowik to osoba od lat działająca na rynku europejskim, azjatyckim oraz na terenie obu Ameryk. Do dziś zdążył odwiedzić ponad 30 krajów w poszukiwaniu idealnej recepty na biznes. Założyciel Sao Paulo Flat oraz Property Cyber Works podczas spotkania podzielił się swoją wiedzą i doświadczeniem w przezwyciężaniu porażek i o tym, jak to wygląda w Dolinie Krzemowej.
Największa porażka: „Może nie miałem aż tak spektakularnych fuckupów, o jakich pewnie myślimy, ale fuckup dla mnie jest codzienność. Największy jednak wynikał z braku wiedzy, bo nikt mi nie powiedział, że mojego pomysłu nie da się tak prosto zrealizować, jak mi się wtedy wydawało.”
8 rzeczy, które powinieneś wiedzieć o fuckupach w biznesie
1. Jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz
Opublikowany przez Startup Genome w 2012 roku raport „Startup Ecosystem”, który jest efektem badania ponad 50 tysięcy startupów z całego świata, pomógł wskazać najlepsze światowe startupowe ekosystemy, a także czynniki, które decydują o sukcesie początkujących firm.
Wśród wielu przyczyn, badanie ujawniło, że przedsiębiorstwa z branży IT, które upadały przynajmniej dwukrotnie, ale po porażce podnosiły się, osiągały potem ponad 2,5 razy wyższe zyski, zdobywały 3,6 razy szybszy przyrost użytkowników oraz 10 razy większą szansę na pozyskanie inwestora. Zależność tę określono mianem ”ability to fail” i połączono z sukcesem najprężniej rozwijających się ośrodków, takich jak Dolina Krzemowa czy Tel Awiw:
Maciej: “Gdybym miał ability to fail przenieść na Polskę, to tak jak zimą w górach nauka jazdy na nartach czy desce. Po paru upadkach każdy góral by wam powiedział “jak się nie wywrócis, to się nie nauczys.”
Krzysztof: “Mój pierwszy fuckup to był zakład krawiecki, w który zainwestowałem swoje oszczędności i w którym zatrudniałem 20 krawcowych. Zmieniły się warunki, gdy przyszedł plan Balcerowicza i musiałem pożyczyć pieniądze na ostatnie wypłaty. Potem stojąc z żoną na placu Grunwaldzkim, stwierdziliśmy, że w tym momencie nie stać nas nawet na chleb tylko na jakieś 2 bułki, bo tyle mieliśmy fizycznie pieniędzy przy sobie. Po porażce ze szwalnią z moim przyjacielem ze studiów stwierdziliśmy, że “ja nie mam nic, ty nie masz nic, to założymy firmę i będzie jak w ziemi obiecanej”. Założyliśmy agencję reklamową, która radząc sobie lepiej lub gorzej, przerodziła się w firmę BONO, którą prowadzę do dziś.”

Arek: “Mieliśmy finansowanie, świetny pomysł, grupę docelową, współpracowaliśmy z Microsoftem i wszyscy nas klepali po plecach mówiąc “róbcie, róbcie”, a okazało się, że nasz produkt na urządzenia mobilne wyprzedził swoje czasy i nie odpowiadał na aktualne potrzeby rynkowe, bo nie dało się tego używać z wielu przyczyn. Później zrobiliśmy kolejny, który odniósł sukces.”
Michał: “Moje największe sukcesy w biznesie, które mam teraz, wynikają z tego, że zaczynałem w krajach ciężkich do robienia interesów, takich jak Brazylia. W kraju, który jest w raporcie “Easy to make business” na 130 pozycji za Tanzanią, podczas gdy Polska narzeka, że jest 60-ta, fuckup był codziennością. Rzadkością było w ogóle, żeby coś Ci się udało.”
Maciej: “Prawdziwy inwestor, kiedy widzi kogoś, w kogo już wpompował pół miliona czy milion, dwa, trzy, czy pięć, to wie, że on się za te pieniądze bardzo dużo nauczył mimo popełnionych błędów. Skoro zainwestował już tyle niekoniecznie nawet w pomysł, czy biznes, ale w osobę, dostała już ona taką lekcję, że powie “popłynąłeś już raz u mnie, a teraz tego użyj, aby zarobić i odpłacić mi za tę lekcję kolejnym, już dobrym biznesem.”
2. Porażka to nie wstyd, jeśli wyciągasz wnioski
Maciej: “Porażki, które pojawiają się w polskich biznesach, z założenia traktowane są jako problem, jako coś wstydliwego, coś niedobrego, co powoduje, że inni na nas gorzej patrzą. Coś, co nas zablokuje i nie pozwoli iść dalej. Nie jest to do końca prawda”.
Michał: “Jestem tu, ponieważ w Dolinie Krzemowej funkcjonuje kultura dzielenia się wiedzą i przelewania tego, czego się uczysz od innych, więc pomyślałem, że tym, co usłyszałem tam, mógłbym się z Wami podzielić. Postrzeganie fuckupu jest bardzo istotne, bo my w Polsce boimy się upadku, jak już polegniemy, to koniec. Tak naprawdę chodzi jednak o to, co będzie po tym i jakie wyciągniemy z tego wnioski i przeważnie po tym następuje tzw. pivot, czyli zmiana kursu: idziemy w drugą stronę.”
Krzysztof: “Przy tworzeniu dużych eventów jest po prostu mnóstwo i ważne, żeby z tego wyciągać wnioski. W agencji poproszono nas o zrobienie międzynarodowego turnieju zawodowego w tenisa, który odbył się w Gryfinie. Tenis od dziecka to moje hobby, więc ze wspólnikami byliśmy przekonani, że robimy coś nieprawdopodobnie dobrego. W dobrej wierze naobiecywaliśmy sponsorom złote góry.

Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Nie było w ogóle ludzi, była zła pogoda i sponsorzy nie chcieli nam zapłacić całości świadczeń, na co nie byliśmy w ogóle przygotowani. Całe szczęście, że szef naszego głównego sponsora był na tyle mądrym człowiekiem, że stwierdził “już się nauczyliście, więc robimy dalej i podnosimy stawkę”. Kolejna edycja odbyła się już w Szczecinie, każda kolejne wydarzenie podnosi poprzeczkę.”
Michał: “Najczęściej fuckupy wynikają z niewystarczającej ilości wiedzy, a tylko tak możemy się czegoś nauczyć. Druga kategoria to gdy kapitan statku prowadzi swoją załogę w miejsce, które sobie wyobraził. Ważne, by zauważyć, że wiele rzeczy może być iluzją. Urojenia to bardzo niebezpieczna rzecz dla każdego przedsiębiorcy.”
Krzysztof: “Ja bez wstydu o swojej porażce mogłem opowiedzieć na spokojnie dopiero gdzieś po 2-3 latach, kiedy obecny turniej Pekao Szczecin Open zaczął nam naprawdę wychodzić. Dopiero wtedy wiedziałem, że ten turniej jest dobry właśnie dlatego, że wcześniej popełniłem taki błąd.”
Arek: “Po doświadczeniu, które już mam, gdy coś podejrzanego się pojawia, bardzo szybko zapalają mi się kontrolki ostrzegawcze.”
3. Tonący brzytwy się chwyta
Krzysztof: “Rozwijając swój kolejny biznes – Bene Sport Centrum, analityk oceniający naszą zdolność kredytową najwyraźniej się pomylił, bo początkowe wpływy nie wystarczały nam na spłatę rat. Zaczęliśmy ze wspólnikiem się pogrążać i mieć problemy ze swoimi podstawowymi sprawami.
Próbowaliśmy wszystkiego i zaczynała nam grozić upadłość oraz zabranie nam wszystkiego, w co zainwestowaliśmy całe swoje pieniądze. W desperacji zaczęły nam przychodzić do głowy głupie rozwiązania np. zwiększenie kwoty kredytu.
Szczęśliwie się stało, że znalazł się dobry prywatny inwestor, który przejął część udziałów i pomógł nam pozbyć się zobowiązań. Od roku ośrodek bardzo ładnie funkcjonuje i zaczyna przynosić zauważalne zyski.”
Arek: “U nas minimalizujemy ryzyko w ten sposób, że pracując nad nowym pomysłem, wydzielamy ten projekt jako osobny podmiot, osobną markę, osobną firmę. Może to zabezpieczyć przed większymi upadkami.”

Michał: “Cieszę się, że mi brzytwa raczej przypadkiem usunęła się spod ręki. Często pojawiają się problemy finansowe, potrzebujemy kasy, ze świadomością, że jeśli jej nie znajdziemy, to firma upadnie. Czasem w takich sytuacjach lepiej niech ta firma upadnie niż brać pieniądze od nieodpowiednich ludzi.
Nie polecam, ponieważ biorąc pieniądze, bierzecie zobowiązanie. Jeżeli będzie takie, którego nigdy nie spełnicie lub ktoś będzie chciał Was wykorzystać, to lepiej tych pieniędzy po prostu nie brać. Odradzam chwytać się tej brzytwy i brać kasę od byle kogo.”
4. Znajomość prawa
Michał: “Aby omijać duże fuckupy, trzeba znać trochę prawa i trochę księgowości. Jeśli idziemy w świat biznesu z kompletną nieznajomością prawa, to tam mogą na nas czekać naprawdę duże fuckupy. Kilkukrotnie z niewiedzy zdarzyło mi się o taką wpadkę otrzeć tylko dlatego, że rzutem na taśmę akurat zrobiłem tak.
Każdy przedsiębiorca, aby uchronić się od tych największych porażek, powinien znać pewne podstawy swojej branży czy podstawy prawa, jeżeli chodzi o prowadzenie spółek.”
5. Rosyjska ruletka
Michał: “Czasem fuckup jest taką bronią przystawioną do głowy, która obawiasz się, że zaraz wystrzeli. Tak naprawdę często po naciśnięciu spustu nic się nie dzieje. Czasem niepotrzebnie sami snujemy czarne scenariusze, które przeważnie się nie sprawdzają. Najczęściej jest to jakaś konsekwencja, z którą musimy sobie poradzić. Przykładowo, dostajesz informację od prawnika, że ktoś Cię pozywa. Musisz jakoś zareagować, na początku się trzęsiesz i boisz się, co będzie dalej.
Sprawa się rozwiązuje, a po takim fuckupie przy trzecim pozwie rzucisz go już na kupkę pozwów.
Takie doświadczenie tworzy prawdziwą pewność siebie, bo gdy widzisz problem, który już widziałeś tyle razy, to wiesz, że go znasz i co należy zrobić.”
6. Zacięcie sportowca
Krzysztof: “Niezwykle ważne jest to, jeśli się uprawiało wcześniej sport. Niejednokrotnie przegrywałem i starałem się być najlepszy, a nie byłem i nauczyłem się tego, że po prostu trzeba chodzić, trzeba trenować i nie można odpuszczać. Do dzisiaj mam tak, że się nie poddaję i walczę, bo to tak naprawdę jest właśnie ważne w słowie fuckup. Jeżeli się potkniesz i walczysz dalej, to pokazujesz sobie i innym, że dajesz radę.”
Arek: “Ja wolałem wskoczyć co prawda na statek, który już znam, jako załogant, a nie kapitan. Jednak ten nasz spory fuckup spowodował pewien odsiew, który pokazał, kto z naszych załogantów jest okej, z kim możemy płynąć i kto – nieważne co by się wydarzyło po drodze – nie opuści tonącego okrętu.”
Maciek: “Niestety na rynkach mało dojrzałych takich jak Polska, ability to fail jest praktycznie czymś niespotykanym. W Stanach natomiast ludzie traktują już porażki bardziej sportowo.“

Michał: “Bardzo lubię fuckup za to, że jest filtrem między prawdziwym, a podrabianym przedsiębiorcą. Odsiewa on bowiem ludzi niezdolnych podnieść się po upadku, bo na którymś etapie trzeba podjąć decyzję, że będę przedsiębiorcą nieważne co. Jeśli odpadniesz, na pewno nie będziesz wśród 1% najbogatszych ludzi na świecie.”
7. Zaprzyjaźnij się z fuckupem
Maciej: “W nowoczesnych biznesach na świecie, można powiedzieć, że powstało coś takiego jak innowacja fuckupu. Stworzona 5-stopniowa stopniowa skala pozwala ocenić stopień gotowości przedsiębiorców do popełniania błędów.
Najniższy poziom umiejętności to unikanie porażki, drugi: otwartość na porażkę, kolejny natomiast traktuje porażkę jako element strategii biznesowej. Wyżej jest już tylko zdolność do podnoszenia się z częstych i mocnych upadków oraz umiejętność podnoszenia się z porażek z całym swoim zespołem.”
Michał: “Ja przez wiele lat robienia interesów budziłem się z fuckupem. Otwierałem maila, a tam fuckup, fuckup, fuckup, coś się udało, fuckup. To wszystko było po coś i aby zdobyć odpowiednią pozycję, trzeba było przez te fuckupy przejść.”
Arek: “Niektórzy zaczynają porażkę drążyć, analizować, wchodzić bardzo głęboko i pytać dlaczego, co dalej? My tak do tego nie podchodziliśmy. To co było, odcinamy grubą kreską i jedziemy dalej. W kolejnych działaniach staraliśmy się nie popełnić tych samych błędów.
8. Znajdź swój sposób na fuckup
Michał: “W początkach mojego biznesu, na którymś etapie codzienność sprawiała tyle problemów, że było to nie do uciągnięcia. Bałem się, że dostanę zawału lub osiwieję, bo ciągle gasiłem pożary.
Po przeczytaniu książki Donalda Trumpa “Never give up” zrozumiałem, że jeśli nie nauczę się obchodzić z problemami, to mnie zniszczą, a jeśli się z nimi zaprzyjaźnię, to zaczną one niszczyć moją konkurencję. Fuckup puka do każdych drzwi, jednak jednych wypala, a innych wzmacnia. Ja z fuckupem staram się zaprzyjaźnić, bo wiem, że on tutaj jest, wiem, że jeszcze jakiś czas będzie i pojawi się nowy, większy albo mniejszy.”

Krzysztof: “Jeśli nie jesteś odporny na fuckupy, to rady sobie nie dasz. Mnie każdy kolejny wzmacnia, chociaż nie wiem ile wrzodów mam już w żołądku. Jak się coś dzieje złego to po prostu się wkurzam, ale jak robimy imprezę, wszystko się wali i jeszcze ja jako zarządzający bym spanikował no to już koniec. W takich sytuacjach trzeba się nauczyć podejmować szybkie decyzje.”
Michał: “Osobiście uważam, że nie należy oczekiwać wsparcia z zewnątrz. Zawsze kiedy odniesiesz sukces, ludzie będą Cię gloryfikować, a gdy poniesiesz porażkę, to powiedzą, że mogłeś zrobić coś lepiej. Nawet najbliższe osoby nie ma co winić za brak wsparcia, bo w końcu to przedsiębiorca bierze na siebie ogromne ryzyko na własną odpowiedzialność.
Arek: “Najważniejsza jest wewnętrzna motywacja i chęć działania. Nie ma złotej recepty na fuckup.
Michał: Często ludzie po prostu sobie nie radzą z ciśnieniem przez wiele lat. Wracają do domu, są zestresowani, nie mogą spać, biorą leki itd. mimo że są na co dzień w pracy.
Jeśli sobie nie radzisz, nie jesteś sam. Mi pomaga fizyczne oderwanie się od miejsca pracy, jeśli mam za dużo stresu, weźcie auto i pojedźcie np. nad morze. Jednym z najbardziej mocnych narzędzi, jakie mi także pomogły w drodze przedsiębiorcy była medytacja, która potrafi zapewnić spokój umysłu.”
Krzysztof: “Mi na stres najbardziej pomaga granie w tenisa albo w badmintona. Szczególnie lubię chodzić wieczorem, wymęczę się i lepiej śpię.”
Arek: “Stres się pojawia także w branży IT, szczególnie przy prezentacjach. Polecam robić je na screenshotach – są najbardziej stabilne. Mi najbardziej pomaga jazda komunikacją miejską – niesamowicie wycisza, czasem też pobiegam lub przeczytam jakąś książkę.”
Szczecińskie fuckupy
Na Zachodzie otwartość na niepowodzenia stała się wręcz elementem strategii rozwoju i źródłem innowacyjności wielu firm. Zaczęto także głośno opowiadać o nieudanych projektach i nietrafionych pomysłach, a na całym świecie coraz bardziej zyskują na popularności spotkania takie jak te, na których ludzie dzielą się swoimi porażkami.
Wszystkie takie wydarzenia, to niesamowita szansa, aby wiele osób mogło nauczyć się na cudzym przykładzie, jak wychodzić z porażek i jak wyciągać z nich coś dobrego dla siebie. Nie ulega wątpliwości, że każdy biznes skazany jest na fuckupy, grunt to nauczyć się radzić sobie z nimi i wytrwale dążyć do celu.
Pełne nagranie z wydarzenia znajduje się poniżej:
Wkrótce w naszym mieście możecie się też spodziewać kolejnych wydarzeń z serii “fuckup” pod międzynarodową marką FuckUp Nights. Będą one częścią międzynarodowego ruchu, organizującego co miesiąc spotkania, na których odważni ludzie opowiadają o swoich porażkach w biznesie lub projektach. Idea, która urodziła się 2 lata temu w Meksyku, obecnie rozprzestrzeniła się na ponad 100 miast i trafi także do Szczecina.






