Mimo, iż Szczecin nie jest powszechnie uważany za polska stolicę startupów internetowych – znaleźć tu można inicjatywy odważnie i bez kompleksów przełamujące schematy. Tym razem nie chodzi tu tylko o firmę Pixel Legend, znaną ze stworzenia aplikacji Pastguide, czy wiele zdolnych ekip, rezydujących m.in. w Business Link Szczecin, czy też w szczecińskim Technoparku, które bez kompleksów konkurują z firmami z Doliny Krzemowej.

Jako, że startup technologiczny to specyficzna forma działalności, nierzadko balansująca na granicy hobby, biznesu i misji ulepszania świata, zespoły tworzące aplikacje często muszą sięgać po niekonwencjonalne formy finansowania. Rosnącą popularnością cieszą się serwisy crowdfundingowe. Mowa nie tylko o rodzimym Wspieram.to (z lokalnych klimatów polecam zakończoną sukcesem akcję zbierania pieniędzy na sequel kultowego, szczecińskiego Franko), lecz także z Kickstartera-matecznika wszystkich serwisów tego typu.
Jednym z takich zespołów jest JJ English-międzynarodowa szajka zapaleńców, w pocie czoła tworząca system spersonalizowanej nauki języków. Spiritus movens pomysłu jest John Nickels, Amerykanin, pochodzący z Richmond (nienawidzi, gdy ktoś nazywa go Jankesem), który wyjechał ze Stanów za kobietą (jak wiadomo, polskie dziewczyny są najpiękniejsze). Dziewczyna odeszła, miłość do Szczecina została. John na co dzień utrzymuje się z nauki języka, a po godzinach całą energię wkłada w realizację swojego marzenia, jakim jest stworzenie uniwersalnej platformy, wspierającej naukę języków-stanowiącej pomoc zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli.

Pomysł zaczął kiełkować w jego głowie kilka lat temu. Podczas wizyty w Indiach z przyjacielem-Michałem Samborskim (obecnie również członkiem JJ English), spędzili razem kilka tygodni, mieszkając w sierocińcu w okolicach Bombaju. Aby odpłacić się za gościnę, postanowili dać coś od siebie. Wyposażyli sierociniec w komputery i zaczęli uczyć obecne tam dzieci angielskiego, korzystając z materiałów Johna.
Mimo, iż wspomniane materiały to jedynie proste powerpointowe prezentacje z obrazkami i podpisami, zrobiły ogromne wrażenie na dzieciach, które nigdy na oczy nie widziały komputera. Utrzymanie w ryzach 30-osobowych grup indyjskich sierot było niemal tak trudne, jak wytłumaczenie im na migi, czym jest bankomat, drukarka, czy olejek do opalania. Ograniczony czas oraz dostępność energii elektrycznej (załączanej raz dziennie, celem zasilenia pompy wody pitnej) nie pozwoliła niestety na przygotowanie uczniów do egzaminu Oxfordzkiego.
Niemniej-była to niesamowita przygoda, która zainspirowała przyjaciół do złapania byka za rogi i stworzenia systemu, który byłby dostępny dla każdego ucznia i nauczyciela i stanowił pomoc w nauce, niezależnie od strefy czasowej, czy szerokości geograficznej. Wybór Internetu, jako medium wydał się obu naturalny. Znamienny był fakt, że mimo ograniczeń w dostawach prądu nawet na indyjskim odludziu dostępny był silny zasięg… sieci 3G. Wydawało się, iż telefony komórkowe i mobilny internet są tam luksusem mniejszym, niż dostęp do czystej wody.
Niedługo po powrocie John z Michałem zorganizowali we Free Blues Club benefitową imprezę Marathi Party, z której dochód przekazali na wsparcie sierocińca i rozpoczęli przygotowania do krzewienia wiedzy o języku, przy użyciu internetu. Zaczęło się od kanału na Youtube (który posiada obecnie niemal 60 filmów z ponad milionem wyświetleń) oraz przygotowania bazy kilku tysięcy najpopularniejszych słów, pogrupowanych wdłg. tematyki i stopnia trudności.
Następnie zaczęli eksperymentować ze stworzeniem aplikacji webowej. Michał-absolwent wydziału informatyki stworzył pierwszy, działający prototyp aplikacji do nauki słówek. Następnie do drużyny dołączył Paweł Milanowicz, który z topornej wersji „alfa”, stworzył appkę webową z prawdziwego zdarzenia (efekty jego pracy można sprawdzić samemu pod adresem app.jjenglish.net). Później do drużyny dołączyła Karolina Janowicz- studentka Uniwersytetu Szczecińskiego, która zajęła się marketingiem społecznościowym (z racji młodego wieku podchodząc do tematu dużo skuteczniej niż John i Michał – „podstarzali” 31-latkowie).
Ekipa przetrwała już różne zawirowania, jakich nie powstydziłby się niejeden zespół rockowy. Dzikie imprezy, intensywne kłótnie o kształt i przyszłość projektu… Zanim zespół osiągnął ostateczny kształt-przewinęło się przezeń ładnych kilkanaście osób. W międzyczasie Paweł zdążył wynieść się do Wrocławia, Karolina spędziła semestr w Chorwacji, a Michał (z racji pracy), ok. 30% czasu spędza poza Szczecinem. Nie przeszkodziło im to jednak w konsekwentnym trwaniu przy realizacji założonych celów.
Po miesiącach pracy po godzinach, obserwując rosnącą liczbę rejestracji i popularność serwisu, członkowie zespołu zgodnie stwierdzili, że aby ruszyć dalej potrzebują podeprzeć się zewnętrznym finansowaniem i zatrudnić programistów, którzy mogliby poświęcić projektowi więcej niż kilka(naście) godzin w tygodniu.

Po próbach podejścia do dotacji unijnych (nota bene, tych samych, z których finansowanie otrzymał wspomniany wcześniej Pixel Legend) oraz otarciu się o AIP, w końcu podjęto decyzję o przygotowaniu kampanii na Kickstarterze. Jako, że platforma oficjalnie w Polsce nie istnieje, John odnowił kontakty w Stanach, aby móc dokonać rejestracji i założyć konto. Korzystając z uprzejmości grafika (poznanego przy okazji prac w innym, szczecińskim startupie), który za symboliczną gratyfikację, stworzył profesjonalną animację, promującą przedsięwzięcie, załoga rusza z kampanią i z niecierpliwością czeka na rozwój wydarzeń. Proponuję trzymać kciuki – zapewne jeszcze o nich usłyszymy.
Tymczasem zapoznajcie się z projektem na Kickstarterze – w chwili obecnej projekt ma już uzbierane ponad 3000 dolarów, co stanowi ponad 30% potrzebnej kwoty.







