Nie, to nie o Tobie. Dziś pomówimy trochę o mnie. Jeszcze w styczniu tego roku byłem strasznie misiowaty, ważyłem 97 kg. Aż żałuję, że nie zrobiłem sobie zdjęć before/after, bo byłby to niezły materiał. Luty-marzec byłem na najbardziej skutecznej diecie na świecie pod nazwą „Posiłki w szpitalach” i w ten magiczny sposób udało mi się zrzucić 12 kg.
Kwiecień to czas powrotu do normalnego funkcjonowania. W pierwszej połowie maja zacząłem współpracować z lightmenu.pl, o którym więcej możesz przeczytać w artykule Jesteś tym, co jesz – czyli testowanie lightmenu.pl
Na liczniku było jeszcze kilka kilogramów do zrzucenia. Stwierdziłem, że to chyba jedyna okazja, by sprawdzić, czy można schudnąć od samego jedzenia. Postanowiłem jeszcze przez miesiąc nie zarzynać się na siłowni, nie biegać, ani nie uprawiać żadnych sportów – poza e-sportem oczywiście ;)
Przez miesiąc chciałem tylko jeść to, co mi zostanie dowiezione od lightmenu.pl Efekty? Jak widzisz poniżej:

O co najczęściej pytali mnie znajomi?
I jak to jest jeść cały czas zieleninę?
Dziwne wyobrażenie na temat tego, że przy diecie/zrzucaniu kilku kilogramów trzeba jeść wyłącznie rośliny. Podczas miesiąca z lightmenu stosunkowo często pojawiało się mięso: kurczak, indyk, łosoś, tuńczyk. Oczywiście nie było tam ociekających tłuszczem golonek, żeberek, czy innych takich zabójców głodu.
Na pewno nie schudniesz. Cały czas jesz…
5 razy dziennie to całkiem sporo. Wychodzi jeden posiłek co 2,5-3 godziny. Ledwo skończyłeś jeść, chwilę popracujesz lub po godzinach porobisz coś innego i przychodzi kolejna pora karmienia. Jak się jednak okazuje, grunt to jeść regularnie i stosunkowo nieduże posiłki, by chudnąć.
Jak tam dieta?
Najbardziej irytujące pytanie. Zawsze starałem się tłumaczyć, że nie jestem na diecie, a zamierzam zmienić swoje nawyki żywieniowe, a lightmenu.pl to pierwszy krok do tego. Jak już wcześniej wspominałem, dieta to złe określenie, bo kojarzy się z katowaniem samego siebie.
1500 kcal to mało. Czy masz siłę w ogóle żyć?
Paradoksalnie po takim regularnym i zdrowym jedzeniu ma się więcej energii, niż jedząc 3 razy dziennie, w tym przynajmniej jeden posiłek gigant. Coś z cyklu obiadokolacja, czyli podwójna lub nawet potrójna porcja.
Opierdoliłbyś burgera lub kebsa, co nie?
To było najbardziej zabawne. Jakoś nie czułem potrzeby, zdecydowałem się przez miesiąc jeść to, co przygotują dla mnie dietetycy i tego się trzymałem. Nie, nie uważam jednocześnie, że burger lub kebs, to coś złego. Wręcz przeciwnie, od czasu do czasu jak najbardziej reflektuję. Byleby nie stało się to kilka razy w tygodniu… Bo wtedy 97 kg znowu byłoby nie tak wcale odległym obrazem. I żeby nie rzucać słów na wiatr: polecę Wam świetnego burgera z truskawkami (sic! – powiedzą niektórzy) w Bobby Burger w Warszawie.
Nawet jeśli schudniesz… to później przyjdzie efekt yo-yo, prawda?
Minęły już trzy tygodnie i efektu yo-yo brak. Waga stoi w miejscu (notabene taki jest mój zamysł na ten moment). Wróciłem po dłuuuuugiej przerwie do treningów i biegania. Jest dobrze. #powerisback jakbym to powiedział na Twitterze.

Everyday I try to touch the sun before it sets. Everyday I get closer… A podczas biegania widoczki jak poniżej – nie mogłem się powstrzymać od zrobienia zdjęcia. Tak, to są Pomorzany.
Nie mam jakiegoś swojego nowego sensownego zdjęcia, ale wrzucę jedno z #tweetupPL.

Reakcja koleżanki, która mnie sporo nie widziała: „Paweł, gdzie masz brzuch?” Nie powiem, bardzo motywujące do dalszej pracy nad sobą :)
Zdjęcie na początku wpisu: photo credit: Håkan Dahlström via photopin cc







