Czy wiesz, kto zapoczątkował sprzedaż balonów na Jasnych Błoniach? I jak to się stało, że ta firma zatrudnia teraz ponad 100 osób?
Przykład PartyDeco pokazuje, że z pozoru prozaiczny pomysł na biznes z czasem może przerodzić się w coś naprawdę dużego. Miałem okazję rozmawiać z właścicielami firmy, o tym jak powstał ten biznes, co było kluczowe przy rozwoju, jak zmienił się rynek przez te 21 lat oraz jakie wyzwania stoją przed firmą?
Z artykułu dowiecie się m.in.:
- Jak wyglądały początki firmy?
- Co sprawiło, że biznes się tak rozwinął?
- Co jest najważniejsze w prowadzeniu biznesu?
- Jakich osób do pracy szuka PartyDeco?
Jak powstał pomysł na firmę? Jak wspominacie początki firmy?
Mikołaj Gabryel: Wszystko zaczęło się od sprzedaży balonów pompowanych helem na ulicy, na małych stoiskach, w miejscowościach nadmorskich. Łącznie kilkanaście stoisk, wszystko woziliśmy Fiatem 126p z przyczepą. Żeby zdążyć na czas, zaczynaliśmy o 6 rano. W Szczecinie natomiast jako pierwszym udało nam się uzyskać zgodę Urzędu Miejskiego i na Jasnych Błoniach rozpoczęła się sprzedaż balonów. Z czasem nawiązaliśmy kontakt z dużą fabryką balonów i poszliśmy w stronę dekoracji sal weselnych.
Bardzo miło też wspominam akcje w przestrzeni miejskiej. Nasze balony (ponad 500 sztuk) były obecne przy wmurowaniu aktu erekcyjnego przy budowie Podzamcza. Mieliśmy również wkład w otwarcie sezonu piłkarskiego na stadionie im. Floriana Krygiera. Balony miały wylecieć spod ogromnej flagi, były nią przykryte na płycie boiska. W ten dzień niestety mżył lekki deszczyk, flaga nasiąkła i nie było szans, żeby balony ją podniosły, tak jak było zamierzone. Szybko się zorientowałem i powiedziałem uczestniczącym dzieciom, które trzymały flagę, by na konkretny znak pobiegły w umówioną stronę i na szczęście wszystko się udało.
Paweł Krzych: Jak to się stało, że dołączyła Pani do PartyDeco? Od czego się zaczęło?
Agnieszka Gabryel: Kiedy kończyłam szkołę średnią, szukałam pracy na wakacje i to koleżanka poleciła mi PartyDeco. To było około 15 lat temu. Wtedy był to sklep z dekoracjami, a także firma świadcząca usługi dekorowania sal na różne imprezy okolicznościowe.
Od razu dostrzegłam olbrzymi potencjał w tym biznesie. Sama zaczęłam projektować i produkować różne ozdoby. Na początku robiłam to całkowicie niezależnie. Miałam ambitne plany, a smykałkę do interesów odziedziczyłam po przedsiębiorczych rodzicach. Po jakimś czasie stwierdziliśmy z Mikołajem, że lepiej by było, jakbyśmy budowali firmę razem, ponieważ tworzymy dobry zespół i dobrze się rozumiemy.
Kupowałam różne surowce, aby stworzyć produkt, który różniłby się od tych dostępnych na rynku. Chciałam pójść w inny design, ludowy nawet, ale to nie do końca się sprawdziło. Musiałam dokładniej wyczuć rynek i odbiorcę.

Zaczęło się od balonów.
Wszystko robiła Pani sama?
Agnieszka: Na początku tak. Później zaczęłam zatrudniać rękodzielników domowych. Rozwoziłam wszystkie surowce, a oni dla mnie produkowali. Z czasem zaczęłam zatrudniać kierowców. Tak wyglądały te małe początki. Teraz zatrudniamy około 50 pracowników produkcyjnych, większość produktów z oferty jest nasza, a jeśli kupujemy towar z chińskich fabryk, to są one naszego projektu, naszego wzornictwa.
Postawiłam wszystko na jedną kartę. Ciężko pracowałam, moja uwaga w 100% skupiona była na produkcie, jego wyglądzie. Początkowo sama projektowałam ozdoby, a w tej chwili zatrudniamy kilkanaście osób w dziale projektowym. Staramy się, aby dorównywał najlepszym działom projektowym na świecie. Ważne jest dla nas, by w ofercie było dużo nowości i nie brakowało świeżego spojrzenia na produkt.
Jakie przeszkody udało Wam się pokonać na samym początku drogi?
Mikołaj: Zaczęliśmy od tego, że musieliśmy przekonać restauratorów do naszych dekoracji. Nie mieliśmy ani sklepów, ani nie produkowaliśmy ozdób, a musieliśmy pokazać, że z balonów jest sens robić dekoracje. Przekonać trzeba było restauratorów do wyższej ceny i uzasadnić, dlaczego kosztuje to więcej, niż dekoracja ze zwykłych baloników z kiosku. To było bardzo trudne.
Początkowo zgodził się jeden hotel – Radisson w Szczecinie. Zrobiliśmy dla nich projekt, menadżer zaakceptował koszty, spodziewał się, że będzie to kosztować więcej. Z czasem dołączały kolejne miejsca: restauracje i inne hotele. Przeszliśmy długą drogę, żeby zbudować rynek dekoracji w Szczecinie.

Dział projektowy czuwa nad wzorem i wyglądem każdej ozdoby.
Jak wygląda współpraca między Wami? Wszystkim zajmujecie się wspólnie, czy macie jakiś podział obowiązków?
Agnieszka: Podzieliliśmy się z Mikołajem firmą na pół. Ja zajmuję się produkcją, działem projektowym i sklepem detalicznym, a Mikołaj zajmuje się częścią dystrybucyjną, działem handlowym i magazynem. Każdy ma swój zakres obowiązków i ten podział dobrze nam się sprawdza. Warto też dodać, że zatrudniamy wspaniały zespół. Gdybym 15 lat temu nie trafiła na świetnych, ambitnych ludzi, to by nie udało się tego rozkręcić.
Jeśli chodzi o konkurencję, na przestrzeni tych lat zawsze była słabsza? Co uważacie za swoją największą przewagę?
Agnieszka: Zawsze ją pokonywaliśmy, bo inni nie rozwijali się tak jak my. Pojawiała się konkurencja, która była mocniejsza, a po paru latach przestawała być dla nas konkurencją. Patrząc na to, co się dzieje na rynku z perspektywy czasu, to jesteśmy kilka kroków z przodu przez to, że bardzo mocno inwestujemy w produkt. Kiedyś zapytałam mojego Tatę, dlaczego Mercedesa się nie reklamuje. Odpowiedział, że to jest taki samochód, którego nie trzeba reklamować.
Czasy się zmieniły, ale mi to utkwiło w głowie. Muszę stworzyć produkt, który bez większego wysiłku będzie się sprzedawać i o którego ludzie będą zabiegać. Ostatnio pracowaliśmy nad jedną kolekcją ponad cztery miesiące. Koszty pracy są olbrzymie, ale musiałam osobiście to sprawdzić i się przekonać, czy to ma sens. Dopieścić produkt maksymalnie, tak żebym czuła, że już doszlifowałam diament. Zobaczymy jakie będą efekty. To jest dla mnie cenne doświadczenie i nauka.
Jeżeli miałaby Pani powiedzieć o produktach i oczekiwaniach klientów – jak to się zmienia? Czy na przestrzeni czasu obserwuje się jakieś trendy w sprzedaży produktów?
Agnieszka: Kiedyś krajowe oferty bardzo się różniły od tych zagranicznych. Teraz zaczyna się to zmieniać. Polubiliśmy europejski design i te różnice przestają być widoczne. Chcielibyśmy, aby w przyszłości to od nas się uczono. To się stało naszym mottem. To my mamy wyznaczać trendy, a nie inspirować się tym, co już jest na rynku.
Czy coś możecie powiedzieć więcej o branży w Polsce? Rośnie?
Mikołaj: Tak, wzrost jest duży, poza branżą weselną, która w związku z problemami demograficznymi jest mniejsza. Sprzedaż w Polsce też rośnie, zwłaszcza jeśli chodzi o party. Wchodzą trendy zachodnie, Polakom spodobał się styl celebracji z ozdobami, różnymi gadżetami. Produkty na Halloween to wzrost kilkuset procent rok do roku, pod tym względem przyjęły się bardziej, niż Walentynki.
Jak wyglądała ekspansja na Polskę i zagranicę?
Mikołaj: Na początku otworzyliśmy mały sklep na Kolumba (obecnie znajduje się tam mała gastronomia). Punkt sprzedaży, który mamy obecnie, jest większy niż ten pierwszy. Rozpoczęliśmy handel w sklepie, stosunkowo szybko pojawiła się możliwość sprzedaży hurtowej na terenie całego kraju. Zaczęliśmy projektować i produkować. W pewnym momencie zgłosiła się do nas zainteresowana osoba z Czech. Chciała handlować naszymi produktami w swoim kraju, zaczęliśmy z nią współpracę. Zauważyliśmy potencjał w handlu zagranicznym i rozpoczęły się poszukiwania klientów. W taki sposób rozpoczęła się ekspansja na Europę.
Jeżeli mówimy o rozwoju firmy, czy możemy podać jakieś dane procentowe, jak to wygląda w skali roku? Jak sobie radzicie z takim dynamicznym wzrostem?
Agnieszka: Średni wzrost w skali roku to ok. 30%. Wymaga to od nas bardzo dużych nakładów pracy, ale cały czas się rozwijamy i szkolimy. Przynosimy do firmy takie cegiełki z innych miejsc i pomału zaczyna się to składać. Można nas przyrównać do rozpędzonego pociągu, najważniejsze jest reagowanie na sprzedaż, dostosowywanie się do tego co się dzieje.

„Polakom spodobał się styl celebracji z ozdobami i różnymi gadżetami.”
Teraz ekspansja poza Europę?
Mikołaj: Na ten moment mamy zainteresowanie z krajów Bliskiego Wschodu, czy Północnej Afryki, ale na razie staramy się skupiać na Europie. To jest dla nas duży rynek i jeśli chodzi o procentowy udział, mamy jeszcze dużo do zrobienia. Na pewno mamy bardzo duże pole do popisu, bo jeszcze jesteśmy świeżą firmą na naszym kontynencie. My działamy kilkanaście lat, a inne po kilkadziesiąt.
Jesteśmy postrzegani jako „świeżacy”, ale jako firma innowacyjna. Ciągle wprowadzamy nowe projekty, a poza tym dostarczamy w ciągu chwili towar w całej Europie. Natomiast te firmy, które są obecne kilkadziesiąt lat, są tak skostniałe, że ta dostawa u nich trwa kilka tygodni. Będziemy chcieli wszystko ugruntować, uporządkować i dobrze zorganizować. Będzie ciężko wykonać kolejny krok, jeśli nie będziemy stąpać pewnie tutaj, w Europie.
Największe wyzwania jakie stoją przed PartyDeco?
Mikołaj: Na ten moment jest to bariera przejścia między małą firmą a średnią. W tej chwili mamy ponad 100 osób, a to już nie lada sztuka, jeśli chodzi o zarządzanie. Przy tej skali potrzebne jest dosyć mocne ujęcie tego wszystkiego w ramy, powstanie struktury zarządzania. W połączeniu z obsługą wszystkich krajów UE, z czym się wiąże wielojęzyczność, różne przepisy, to jest to bardzo trudne. Prawodawstwo w Unii jest spójne, ale każdy kraj ma jeszcze swoje przepisy związane z bezpieczeństwem zabawek, ozdób itd.
Nakładając te dwie rzeczy to rzeczywiście nie lada wyzwanie. Pojawiają się problemy z zarządzaniem, z uporządkowaniem oferty mającej kilka tysięcy pozycji, które muszą być w różnych językach, z różnymi ostrzeżeniami na metkach. Logistykę załatwiliśmy, magazyn jest wydajny i gotowy, aby obroty podwoić lub nawet potroić.
Co by Pani poradziła ludziom, którzy dopiero zaczynają swój biznes? Na czym trzeba się najbardziej skupić?
Agnieszka: Przede wszystkim trzeba mieć pomysł, czuć go i mieć intuicję biznesową. Wiedziałam, że jak wejdę w temat dekoracji, to mi się to uda zrobić. Determinacja tu mocno pomogła.
Trzeba rzeczywiście poczuć to, co się zamierza robić. Zastanowić, czy to ma sens, czy to akurat „dla mnie”. Pomysł ma być spójny z daną osobą. Nie wyobrażam sobie, żebym zakładała myjnię samochodową. Wtedy skierowana bym była tylko na zarabianie pieniędzy. Teraz moim priorytetem jest sukces produktu, który oferuję klientowi. To właśnie napędza rozwój firmy.
Kolejnym takim czynnikiem jest pokora i skromność. Jeżeli ktoś zaczyna biznes i pierwszym jego krokiem jest urządzenie sobie świetnego biura, to nie wróżę takiej osobie sukcesu. My nie skupiamy się na tym, aby było bogato w naszych wnętrzach.
Dla nas kluczowa jest oferta, produkcja i dystrybucja. Mieliśmy kiedyś biura w takich mrocznych miejscach, gdzie w łazience odpadały kafelki od ścian. Takie rzeczy były, ale dzięki rozwojowi mogliśmy się przenieść do lepszych lokali. Największy sukces wynika z takiej pokory, skromności i skupienia się na produkcie. Na tym co chcę dać komuś, a nie na to co chciałabym zyskać.
Zawszę mówię, że pieniądze są niejako skutkiem ubocznym tego co robimy. Jeżeli się poświęcamy czemuś to pieniądze wcześniej czy później się pojawiają.
Agnieszka: Dokładnie. Chodzi o uczciwość wobec klienta. Dać coś, co jest rzeczywiście dobre cały czas polepszając jakość oferowanego produktu. Tym bardziej, że żyjemy w czasach, w których lubimy przebywać w ładnych miejscach otaczając się ładnymi rzeczami i coraz częściej nas na to stać.
Wasza firma się rozwija, zatrudniacie ponad 100 osób i prowadzicie rekrutacje na kolejne stanowiska. Co może nam Pani powiedzieć o zatrudnieniu w PartyDeco?
Agnieszka: Zależy mi na tym, aby w firmie pojawiały się młode osoby, które uczą nas innego podejścia do pracy. Moje pokolenie było walczącym pokoleniem. Wychowywaliśmy się w czasach, w których nie było ciekawych i tak wielu ofert pracy, konkurencja była spora, więc musieliśmy się bardzo starać. Teraz widzimy zupełnie inne pokolenie. Przychodzą do pracy ludzie, którym nie chce się tak ciężko pracować, ale myślę, że oni mają nas nauczyć zdrowego podejścia do życia. Musimy pracować w bardziej higieniczny sposób i z tego młodego pokolenia wziąć to, co najlepsze. Nauczyć się, że jest czas odpoczynku, czas ciężkiej pracy i zachować w tym wszystkim pewną równowagę.
Dziękuję bardzo za ciekawą rozmowę. I życzę powodzenia w dalszym podboju kolejnych rynków.
Dziękujemy.
Praca w PartyDeco
Firma nieustannie się rozwija i chce powiększać swój zespół. Całą listę otwartych rekrutacji znajdziecie na specjalnej stronie rekrutacyjnej hr.partydeco.pl. W zależności od charakteru pracy poszukiwane są osoby posługujące się językami obcymi, które łatwo nawiązują kontakty. Doświadczenie nie jest czymś niezbędnym, w wielu przypadkach okazywało się, że osoby z odpowiednim potencjałem dobrze się sprawdziły na rozmowie kwalifikacyjnej i szybko odnalazły się w nowych rolach.
Artykuł powstał we współpracy z PartyDeco, które jest partnerem Szczecin Blog.






