Przez szczeciński Internet przetoczyła się wielka fala narzekania. Imigranci mogli odetchnąć z ulgą, bo cała uwaga została skoncentrowana na Frydze, czyli instalacji która stanie przy placu Zamenhoffa. Autorem dzieła jest Maurycy Gomulicki.
Wczoraj pokazano wizualizację:
Raz, że zrobioną naruszając prawa autorskie (bo na mapach Street View z Google) – mam na myśli tę na stronach 13 Muz,
a dwa: wizualka jest wykonana, jakby robił to 9 latek.
Do tego podano sumę 200 tys. zł (koszt instalacji) + 2 akapity informacji. Tak wyglądały publikacje prasowe. To wystarczyło. Ciężko szukać pozytywnych komentarzy na temat instalacji.
Nie wiem, jakiego efektu oczekiwał autor, 13 Muz (inicjator projektu Monumento) i inni zainteresowani, ale myślę, że zdecydowanie nie czegoś takiego. Dziwne jest dla mnie oszczędzanie na wizualizacjach przy takiej skali inwestycji i przy tak trudnym temacie, jakim jest sztuka współczesna. Bo odbiór tego nie jest łatwy, szczególnie jak nie zna się kontekstu.
Instalacja powstaje w ramach projektu Monumento: „Starannie zaprojektowana i świadomie osadzona w strategicznych punktach Szczecina struktura nowoczesnych rzeźb-instalacji realizowanych przez zaproszonych artystów o ustalonej w Polsce i Europie renomie. Ta innowacyjna, precyzyjnie określona, nośna idea spajająca poszczególne realizacje w czytelną narrację, będzie mieć również charakter czysto funkcjonalny, wiodąc widza szlakiem kolejnych pomników, które choć nie są bezpośrednio powiązane ze sobą tworzą razem organizm dający miastu więcej, niż tylko kolejną atrakcję estetyczno-widokową.”
Autor w taki sposób tłumaczy swoją instalację (całość można przeczytać tu oraz tu)
Fryga jest dla mnie realizacją o tyle szczególną, że po raz pierwszy pracuję nad bardzo dużym obiektem o odciążonej podstawie. Jest to forma para-kinetyczna, która – mimo iż de facto nieruchoma – stwarza iluzję wirującego obiektu, co jeszcze podkreśla jej specyficzna lokalizacja na rondzie. Historyczna zabudowa prawem kontrastu na pewno wzmocni jej prezencję, mam jednak nadzieję, że ona sama zadziała również jako interesujący kontrapunkt dla otaczającą ją architektury. Eksperymenty tego typu zdecydowanie udały się w Barcelonie nie widzę więc powodu, dla którego nie miałyby powieść się w Szczecinie, szczególnie, że jest on miastem eklektycznym.
Moja rzeźba to gigantyczne wrzeciono, przeskalowana dziecinna zabawka, sznur ogromnych korali. Wertykalna a jednak nie falliczna, pozbawiona podstawy, przez co niezwykle lekka, jest bardzo kobieca, kusić chce każdym swoim elementem. Negocjacje dotyczące koloru były bardzo trudne – monochrom czy bi-kolor? Czarna, czerwona czy pomarańczowa? Ja miałem ochotę na rudymentarną triadę, pociągało mnie też tropikalne, “brazylijskie” połączenie cytrynowej żółci i soczystej zieleni. Ostatecznie wybrano wersję żółto-czerwoną – płomienistą, szalenie jaskrawą i witalną. Niech więc tętni kolorem – komuś się to pewnie nie spodoba – trudno, ktoś inny może głębiej zaczerpnie powietrza, uśmiechnie się, pomknie tańczyć – wspaniale. Życie to dynamika, nieustanna zmiana – mutacja jest kluczem do ewolucji – niech się dzieje – niech zawiruje świat.
Wielkie TAK dla sztuki współczesnej w przestrzeni miejskiej,
TAK dla Frygi,
NIE dla takiej ubogiej komunikacji, bo niszczy się wtedy cały przekaz i zostaje jedynie hejt.
Do zobaczenia 22 października!







