
Jedna z koncepcji Rudiego Fontany, o której rozmawiamy w drugiej części wywiadu
Paweł Krzych: Przygotowując się do tego wywiadu, czytałem sporo materiałów na Twój temat. Chciałbym się od Ciebie dowiedzieć, dlaczego wybrałeś Szczecin?
Rudi Fontana: Pochlebia mi fakt, że powód dla którego jestem w Szczecinie jest dla Ciebie (i Twoich czytelników) interesujący. A tak naprawdę ten powód jest bardzo prosty. Często u mnie dzieje się tak, że rzeczy dzieją się jednocześnie i bezpośrednio dotyczą mojej osoby. Sprawy rodzinne, sprawy codzienne, zawodowe.
Jeśli chodzi o Szczecin, to nie był wybór typu: ach jest kilka interesujących miast w Polsce, wybiorę Szczecin. Można powiedzieć, że w tym wszystkim była duża dawka zbiegu okoliczności. Chociaż wolę mówić, że „przypadek” to raczej los i przeznaczenie. Jak widać moim przeznaczeniem był Szczecin.
A jakie były powody pośrednie? W Szczecinie mieszka mój kuzyn, którego traktuję jak swojego brata. We Włoszech mieszkaliśmy bardzo blisko siebie, często mieliśmy kontakt. Kuzyn ożenił się z Polką z Warszawy. Zdecydował, że swoją działalność przeniesie do Polski, a dokładnie do Karpina (tuż przez Tanowem). Działalność mojego kuzyna była sezonowa, więc systematycznie wracał do Włoch. Dużo opowiadał mi o Polsce, o tradycjach, porównywaliśmy sytuację w Polsce i we Włoszech. Tak było przez 13 lat. Kuzyna we Włoszech odwiedzali również jego znajomi z Polski, z okolic Szczecina, których miałem też okazję poznać i się z nimi zaprzyjaźnić.
Coraz więcej dowiadywałem się o Polsce i w pewnym momencie uznałem, że to już ten moment kiedy mogę wyjechać z Włoch.
I pierwsza Twoja myśl to był Szczecin?
Naturalnie. Na to się złożyły wszystkie powody, które wymieniłem przed chwilą. W 2008 roku przyjechałem tu „na chwilę”, na Wielkanoc. Znajomi namawiali mnie, bym został dłużej… I tak się stało. Na stałe do Szczecina przybyłem w październiku 2008 roku. Na start miałem już mieszkanie załatwione przez znajomych.
Całkiem dobry start!
Zgadza się. Miałem już również sporo informacji na temat samego Szczecina, jego specyfiki. Moi znajomi bardzo dobrze opowiadali o tym mieście. Jak jednak na pewno wiesz – opowieści to jedno, a rzeczywistość drugie.
Tutaj od razu nasuwa się pytanie: czy nie bałeś się tej zmiany włoskiej rzeczywistości na polską? Bardzo się przecież różnimy: kulturowo, społecznie, a nawet klimatycznie.
Bać się to czuć strach. Jeśli dobrze rozumiem polskie słowo „strach”, to muszę powiedzieć, że jest on częścią duszy ludzkiej. Nie boi się tylko ten, kto nie jest świadomy tego, co robi. Oczywiście w mojej głowie pojawiały się pytania: co tu może mnie zaskoczyć. Takie sytuacje powodują we mnie wzmożoną uwagę.
To tak samo, jak na spotkaniu z Tobą. Do końca nie wiedziałem jakie pytania mi zadasz, czy będzie przyjemna atmosfera. Zawsze przed nową sytuacją człowiek odczuwa takie emocje, to naturalne. Pierwszy wyjazd zagranicę, pierwszy przelot samolotem, długo można by wymieniać. Każdy z nas w jakiś sposób przeinacza strach w coś, co go stymuluje, motywuje. Każda nowa rzecz jest dla mnie wyzwaniem, a to jak najbardziej pozytywne odczucie. Często zastanawiam się przed poznaniem czegoś nowego, jak sobie poradzę w tej sytuacji. Zauważ też, że miałem prawie 50 lat, kiedy zdecydowałem się na przyjazd do Polski.
Zleciało już 5 lat. Jak przez ten czas postrzegasz Szczecin, zmiany, które tu następują?
Zauważam tu potężne zmiany. Zarówno w mentalności ludzi, jak również w samym mieście. W 2008 roku mogę powiedzieć, że Szczecin był ofiarą samego siebie. Tak jak moje miasto rodzinne, które opuściłem. Szczecin był monoekonomiczny – skupiał się na produkcji w Stoczni Szczecińskiej (z kolei moje miasto we Włoszech na ceramice). Stocznia napędzała wtedy Szczecin.
W ciągu pierwszego roku widziałem Szczecin na kolanach, głównie psychologicznie. Mieszkańcy wiedzieli już, że Szczecin nie będzie takim samym miastem, ale cały czas była w nich nadzieja, chęć powrotu do przeszłości. Koncentrowali się na tym, co już minęło.
Później zauważałem mocne przemiany. Zaczęto myśleć o przyszłości, miasto posuwało się do przodu (trwa to nadal). Oczywiście nikt nie zapomniał tego, co się stało wcześniej, ale według mnie coraz bardziej doceniamy to, co mamy. To, co możemy osiągnąć.
Szczecin wcześniej skupiał się na produkcji, w chwili obecnej idziemy w kierunku miasta usługowego. Miasto przyciąga wiele firm zagranicznych, jest atrakcyjny dla inwestorów. Powstają nowe miejsca pracy, również dla pracowników wyspecjalizowanych. Taką tendencję możemy obserwować w wielu miastach na świecie. W Szczecinie ten proces nastąpił bardzo szybko. Szczecin jest teraz zupełnie inny, niż ten, który poznałem w 2008 roku.
W jednym wywiadzie wspomniałeś, że spotykasz „szczecinian, którzy czują się zmęczeni Szczecinem”. Czy po pięciu latach nie czujesz też takiego zmęczenia?
Mówiąc „zmęczony” miałem na myśli fakt, że wielokrotnie zdarza się, iż część mieszkańców nie docenia swojego miasta. Takie osoby koncentrują się na tym, co mają inni. W Krakowie piękne zabytki, w Warszawie więcej pracy.
No tak, bo „trawa jest zawsze bardziej zielona tam, gdzie nas nie ma”.
Otóż to. Dokładnie to miałem na myśli. Mało kto potrafi docenić to, co ma. Ludzie szybko się przyzwyczajają do rzeczy, które mają na co dzień. Spróbuj jeść przez cały tydzień identyczną potrawę. Czy siódmego dnia będzie ci ona smakowała tak samo, jak za pierwszym razem?
W ciągu 5 tych lat w Szczecinie widzę dużo pozytywnych zmian. Niestety nie mogłem tego powiedzieć o ostatnich 5 latach w moim rodzinnym mieście. W każdym razie chcę być w Szczecinie jak najdłużej, nawet do 2050 roku (śmiech). Szczecin mnie nie nudzi i męczy. Bardzo dobrze się tu czuję (zawodowo i prywatne).
Muszę o to zapytać. Jak Ci smakuje kawa w Szczecinie?
Jako Włoch jestem pasjonatem kawy, zarówno z punktu widzenia jakości, jak i ilości. Ale nie powiem, ile kaw dziennie piję (śmiech). Szczecin mocno się rozwinął również w gastronomii. Jest coraz więcej miejsc, gdzie można się napić naprawdę dobrej kawy.
A Twoje ulubione miejsca, kawiarnie? Nie bójmy się reklamy (śmiech)
Niedawno otworzyła się u nas restauracja włoska Portofino na Alei Fontann. Kucharz pochodzi z Włoch, mieszkał niedaleko mojego miasta. Można powiedzieć, że jest to pierwsza regionalna restauracja włoska w Szczecinie. Podają świetną kawę, polecam. Lubię jeszcze „Czekoladową”, gdzie espresso jest wyśmienite.

Od lewej: Katarzyna Brasuń (właścicielka), Rudi Fontanta oraz szef kuchni Max Foschini
Zajmujesz się też miejscami użytku publicznego. Jakie okiem fachowca takie miejsca można wyróżnić w Szczecinie?
Warto tu powiedzieć o miejscach, które przede wszystkim inspirują. Mnóstwo emocji wyzwala we mnie katedra. Fascynująca budowla, niesamowita architektura oraz świetny podział przestrzeni wewnątrz. Wszechobecna równowaga: pomiędzy miejscami pustymi, a miejscami pełnymi, w elementach dekoracyjnych. Zwracam również uwagę na witraże, które są jednymi z większych w Polsce. Uwielbiam również Park Kasprowicza oraz Zamek Książąt Pomorskich.
Jak widzisz Szczecin za 10 lat?
Widzę Szczecin jako miasto otwarte na Europę, bardziej kosmopolityczne. Usługi na pewno mocno się rozwiną. Uważam, że przez to zwiększy się liczba ludności, a sam Szczecin rozszerzy swoje granice. 10 lat w obecnych czasach to nie jest mało, ciężko tutaj wydać trafną opinię. Szybkość zmian jest niesamowita, więc tym trudniej odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno te 10 lat będzie pewnego rodzaju transformacją.
Co sprawiło, że zajmujesz się architekturą wnętrz, a nie architekturą, która może być podziwiana na zewnątrz, przez większą ilość osób. Czy to miało dla Ciebie znaczenie?
Wybór zajęcia się architekturą wnętrz, a nie architekturą budowlaną nie zależał od poziomu widoczności, a raczej od moich predyspozycji oraz od tego, co mnie pasjonuje.
Widzisz, od zawsze postrzegałem budynek jako samą esencję, czyli jako bryłę, jako pojemnik, który powstaje jako pierwszy, by zdefiniować generalną przestrzeń, w jakiej ma się żyć lub wykonywać inne ludzkie funkcje. To jest społeczny i końcowy sens budynku, niezależnie od tego, czym on jest, czy ma być. Jeśli takowego sensu by nie miał byłby bryłą bez żadnych funkcji, która może być dobrze lub źle wykonana, mniej lub bardziej rozwiązana estetycznie i harmonijnie zintegrowana z otaczającym pejzażem.
Rzecz jasna, efekt budynku można dostrzec szybciej, jest też bardziej widoczny, gdyż wystawiony jest na wolny widok wszystkich, wysyłając sam przez się wiadomość publiczną. Ta kwestia dotyczy li i jedynie tego, co znajduje się na zewnątrz.
Jednakże jeśli pomyślimy, iż budynek staje się kompletny tylko wówczas, gdy jak najlepiej spaja się z wnętrzem i jak najlepiej można w nim wykonywać funkcje, w jakich celu został zbudowany, to można zdać sobie sprawę, jak bardzo architektura wnętrz i architektura budowlana nie tylko się uzupełniają, ale także jak bardzo niezbędna jest ich korelacja, by osiągnąć wspólny sensowny, optymalny i harmonijny wynik.
Zdarzyło się Tobie kiedykolwiek, by wejść do Budynku, czy to zabytkowego, czy to do nowoczesnego, którym z zewnątrz się zachwyciłeś, a później, jak już wszedłeś, rozczarowałeś się, gdyż wnętrze okazało się niezbyt wygodne i niezbyt przyjazne, zbyt ciemne i źle podzielone – na miejsca zbyt małe lub zbyt duże, bądź po prostu owe wnętrze okazało się absolutnie nieadekwatne do Twoich oczekiwań?
Właśnie, negatywne wrażenie zbyt ostrego kontrastu odczuwa każdy z nas w takich przypadkach, co może być potwierdzeniem mojej wcześniejszej tezy.
Osobiście od zawsze byłem bardziej zainteresowany rozwikływaniem takich kwestii i problemów jakiejkowiek bryły w celu znalezienia jak najlepszego rozwiązania dla funkcji społecznych w niej pełnionych, czyli znalezienia przepisu dla jak najlepszej jakości dla życia ludzkiego, czy jako miejsca mieszkania, czy miejsca pracy.

Rudi Fontana
Zawsze szukam tego rozwiązania aplikując 3 zarówno proste, jak i trudne do zespolenia kryteria, które według mnie stanowią bazę i klucz do architektury: racjonalizm, funkcjonalność i estetykę w celu znalezienia jak najlepszej jakości życia dla osób, które będą korzystały z danego pojemnika.
Jak widzisz mowa tu raczej o wyborze orientacji wrażliwości społecznej, a nie o wyborze związanym z innymi wartościami, które można natychmiast dostrzec.
Użyłeś ważnego słowa „estetyka”. Czy uważasz, że w tej kwestii można edukować ludzi, czy można ich nauczyć estetyki? Pozwól, że odwołam się do ostatnich badań. Okazało się, że większość Polaków nie widzi nic złego w chaosie reklamowym, który mamy okazję oglądać w naszych miastach.
Estetyka, jej sens i percepcja tego, co dla każdego z nas jest piękne, przyjemne i na jakim poziomie, to temat dosyć kompleksowy i przede wszystkim o wiele mniej błahy niż generalnie się myśli,zważywszy na fakt, że towarzyszy nam i jest częścią naszego życia.
Wiesz, w popularnej formie zawsze się mówi, że piękno jest subiektywne, że wszystkie gusta są gustami, że piękne jest to, co się podoba i tak bez końca można by wymieniać zdania czy miejsca, które obiektywnie nie mają żadnego związku z estetyką w sensie nauki i dyscypliny profesjonalnej, która to istnieje jako studium myśli ludzkiej i ma istotne znaczenie w jakości naszego codziennego życia.
Zatem jeśli prawdą jest, że wszystkie gusta są gustami, to prawdą jest także to, że istnieje dobry i zły gust oraz, że praktycznie zawsze jesteśmy gotowi, by zauważyć go u innych, a prawie nigdy u siebie.
Trzeba powiedzieć, że przede wszystkim poczucie estetyki u człowieka odbywa się za pośrednictwem zewnętrznej percepcji w zależności od struktury genetycznej i mózgu, który ma wiele zalet, ale również wiele ograniczeń.
Na przykład całe nasze ciało jest stworzone w sposób równoważny i na zasadzie odbić i symetrii: mamy dwoje oczu, dwie półkule mózgowe, symetryczne kończyny.
Zatem ewidentną sprawą jest, że jesteśmy tak stworzeni, by postrzegać symetrię jako element równowagi, coś przyjemnego, coś prawidłowego i coś, co jest do nas podobne.
Następnie należałoby powiedzieć, że generalnie w Europie zasady, proporcje i wielkości estetyczne wcześniej hellenistyczne, a potem rzymskie, zawsze były uznawane, akceptowane i przyjęte jako kanony, do których należy się odwoływać, by zdefiniować estetykę.
To, co jest zbyt inne od owych kanonów i owej równowagi, jest trudne do postrzegania jako piękne.
Ja tak naprawdę nie wiem, czy można ludzi nauczyć estetyki, oczywiste jest jednak, że aby mówić sensownie na dany temat, cz oceniać wartości estetyczne to uważam, że absolutnie winno się najpierw przynajmniej poznać się z tematyką i bardzo w nią wgłębić.
Jakiej osobie, która nie jest lekarzem, przyszłoby do głowy, by zasugerować lekarzowi, jakie środki powinna wziąć na swoją chorobę mając pewność, że owe środki byłyby najlepszym dla niej lekarstwem?
Jeśli chodzi o część Twojego pytania, które jest związane z chaosem reklamowym w Polsce, jak i – za pozwoleniem- na całym świecie, to uważam, że ani Polacy, ani nikt inny chyba nie uznaje go za satysfakcjonujący z punktu widzenia estetycznego. „Chaosem” tym, jak to ująłeś, żyje się akceptując, iż jest on symbolem, który bez wątpienia jest częścią postępu gospodarczego metropolii, od którego nie sposób uciec, a wręcz przeciwnie – w niniejszym chaosie widzi się polepszenie społeczne, do którego trzeba się przystosować i z którym trzeba nauczyć się żyć, a w porównaniu rozwojem i generalnym polepszeniem walory estetyczne koniecznie i w sposób zrozumiały przechodzą na drugi plan.
Druga część wywiadu dostępna jest pod linkiem Wywiad z włoskim architektem Rudi Fontana [część 2]
Wywiad tłumaczyła Agnieszka Perzyńska.






