W dniach 19 – 21 maja w Szczecinie, przy klasztorze oo. Dominikanów trwa Festyn Dominikański. Najciekawszy dzień, pod względem rozrywek komercyjnych (o ile można mówić o komercji w tym przypadku), to niedziela. Festyn to cykliczna impreza, która odbywa się na terenach ogrodu klasztornego. Skierowana jest nie tylko dla parafian, ale i dla sympatyków. Dlaczego warto o niej wspomnieć? Ano chociażby dlatego, że mimo iż moja religijność nie powala na kolana, to parafia św. Dominika jest jedyną, do której żywię szczerą sympatię i przywiązanie. I może jeszcze dlatego, że zastępuje festyn osiedlowy mieszkańcom okolicznych ulic (Śląskiej, Odzieżowej, Unisławy), którym z pewnością taka impreza jest potrzebna. A przede wszystkim dlatego, że oferowane atrakcje są na naprawdę wysokim poziomie i dopięte na ostatni guzik.
W tym roku hasłem przewodnim festynu było średniowiecze. Odwiedzający mogli samodzielnie upiec podpłomyki, poobserwować kowala przy pracy, postrzelać z łuku, przymierzyć hełmy rycerskie i podziwiać inscenizację historyczną przygotowaną przez członków Bractwa Maltańskiego. Dla chętnych odbywały się zajęcia garncarskie. Dodatkową atrakcją był wybór najpiękniej przebranego rycerza i księżniczki. Ponadto można było polepić w glinie, pograć w piłkę, na dzieci czekał kącik zabaw. Odbyła się też coroczna loteria fantowa oraz rozgrywki na wielkiej grze planszowej W drodze. Nie zabrakło też strawy dla ciała – za nieduże pieniądze można było zjeść gofry lub ciasta, napić się napojów mlecznych lub dominikańskiego bimbiru – rodzaju lemoniady z dodatkiem imbiru i melisy. Nie zabrakło też pieczonych kiełbasek, grochówki i pierogów.
Naprawdę polecam tę imprezę. Nie zrażajmy się jej religijnym wymiarem, gdyż ponadto oferuje sporo atrakcji kulturalnych i rozrywkowych.













