20:32 – spacer wzdłuż Deptaku, dość spokojnie, jedynie witryny sklepowe okupowane przez młodych amatorów różnorakich trunków. Seta i Galareta, Meta przeżywają oblężenie, brak wolnych miejsc. Mezzoforte zamknięte już od kilku dni (ktoś wie, co się dzieje?)
20:47 – wybór pada na American Club, siedzimy na zewnątrz
21:10 – podchodzi do nas „biedna mieszkanka śródmieścia bez pracy i środków do życia” prosząc o pieniądze na jedzenie. Próbuje wejść do środka lokalu, zostaje wyproszona przez obsługę. Przy zegarze czeka na nią współtowarzysz spaceru z butelką piwa
21:17 – kolejna prośba, tym razem bardziej natarczywa o pieniądze na jedzenie i na dzieci
22:02 – siadamy na ławce, po chwili podchodzi do nas stały bywalec deptaku i prosi „nie o pieniądze, ale o papierosa”. Oddala się w kierunku zegara, by po kilku minutach znowu pojawić się w okolicach Czili Kafe i wypróżnić zawartość swojego nosa bez użycia chusteczki (oczywiście głośno to komentując, by inni przypadkiem nie przegapili takiego wydarzenia).
22:27 – dalej siedzimy na ławce czekając na znajomego. Dosiada się (a raczej wpada na ławkę) totalnie napruty młodzieniec z tekstem „witam inteligencję” i natarczywie zaczyna swoje typowe gadki. Delikatnie proszę, by się przesiadł, bo „rozmawiamy i są inne ławki wolne”. Muszę być dość przekonujący, bo bez słowa idzie zaczepiać innych.
To tylko niecałe dwie godziny z wieczornego życia deptaku, a wczoraj wcale nie było dobrej pogody na wieczorne „posiadówy” oraz noc się praktycznie zaczynała.
I dlatego jestem na nie, jeśli chodzi o tworzenie nowych stref pieszych. Na deptaku Kaszubskim przy Kaskadzie jest podobna sytuacja – tam potrafią sobie nawet o godzinie 15:30 w pogodny dzień rozlewać wódkę do kieliszków i dość agresywnie zaczepiać przechodniów.








