Nie trzeba nikomu przypominać jak wysoki jest poziom marnotrawstwa na świecie. Niektórzy znaleźli na to sposób: zamiast marnować, podziel się! W Szczecinie mamy regały przeznaczone do odkładania niepotrzebnej żywności. Hiszpanie poszli o krok dalej: mają do tego specjalną lodówkę!
Akcja „NieMarnuje”, o której wcześniej pisaliśmy, spotkała się z ogromnym zainteresowaniem ze strony mieszkańców, a także mediów. Organizatorzy zapowiadają, że powstaną kolejne regały. O co chodzi z „NieMarnuje”?
„NieMarnuje” polega na stawianiu specjalnych regałów przy osiedlowych śmietnikach, by każdy mógł odłożyć niepotrzebną żywność. Na przykład kiedy wyjeżdżasz na wakacje, nie wyrzucaj całej zawartości lodówki do kosza na śmieci. Możesz pomóc innym i zanieść zdatne do spożycia jedzenie na taki właśnie regał. Osoby biedne, bezrobotne, a nawet starsi ludzie z niską emeryturą, którym nie starcza na chleb, naprawdę będą Ci wdzięczni. W ten sposób mogą uniknąć grzebania w śmietnikach.
Organizatorzy akcji wzywają do sąsiedzkiego zrywu i wspólnego stworzenia takiego regału. Poprzez współpracę można lepiej poznać lokalną społeczność, bardziej się zaangażować w kontakty międzyludzkie. Dokładną instrukcję budowy znajdziecie na ich stronie.
Mieszkańcy Galdakao, miasta w Hiszpanii, poszli o krok dalej i stworzyli „Lodówkę Wspólnoty”. Sąsiedzi oddają żywność, której nie potrzebują, w zamian mogą wziąć produkty spożywcze dostępne w lodówce. Taka bezgotówkowa wymiana jedzenia. Obowiązuje jedynie kilka zasad: nie wolno przechowywać surowych jajek, ryb i mięsa, produkty muszą mieć datę ważności, a jeśli dzielimy się gotową potrawą, muszą być na niej wypisane wszystkie składniki. Brzmi nieźle, prawda?
W ciągu 2 miesięcy „zaoszczędzono” ok. 300 kg jedzenia. Pomysł wzajemnej wymiany żywności spodobał się mieszkańcom innych miast w Hiszpanii. Powstają kolejne „Lodówki Wspólnoty”.
Jednak życie pokazało, że nie wszędzie to się może udać. Pewna grupa studentów z Uniwersytetu Kalifornijskiego stworzyła lodówkę do wspólnej wymiany. Ludzie przynosili jedzenie, a kiedy im czegoś zabrakło sięgali po dostępne produkty. Wszystko działało bez zarzutu… dopóki sprawą nie zainteresował się Departament Zdrowia w Hrabstwie Yolo (cóż za ironia w nazwie). Zakończyli, jak to nazwali, „food business” twierdząc, że jest nielegalny i istnieje ryzyko dla społeczeństwa, ponieważ jedzenie pochodzi z nieznanego źródła.
Jak myślicie, czy taka „lodówka wspólnoty” zdałaby egzamin na szczecińskim podwórku? Wydaje mi się, że jeszcze nie jesteśmy gotowi na taką rewolucję. Ale trzymam mocno kciuki za akcję NieMarnuje. Wierzę, że stać nas na to, by zamiast wyrzucać do śmieci to, czego nie zjemy, odłożyć na regał.








