Nasza przestrzeń miejska przypomina mi trochę strony internetowe z wczesnych lat rozwoju Internetu. Chaos wizualny, migające reklamy, niczym choinka na święta, brak spójności i jakichkolwiek standardów. Patrząc na inne polskie miasta zauważamy, że wcale nie jest lepiej, chociaż to marne pocieszenie.
Kiedyś Krzysztof Kasowski K.A.S.A. śpiewał „Reklama… reklama… pranie mózgu już od rana”. I właśnie dziś kilka słów na temat reklamy outdoorowej w Szczecinie. Patrzę na nią i mam wrażenie, że krzyczy do mnie „Żryj naszą kiełbasę, żryj, teraz, nasza kiełba jest najlepsza!”.
Czy podoba się Wam to, jak wygląda nasze miasto? Wszechobecne billboardy, reklamy na płotach, świecące reklamy LED zaglądające do okien mieszkańców w centrum, obklejone zabytki, oplakatowane wyremontowane kamienice. Czy nie macie wrażenia, że nikt nad tym nie panuje, a przykład idzie z samej góry.

Nawet działacze polityczni, którzy zazwyczaj starają się „dbać” o estetykę w mieście, podczas okresu przedwyborczego uśmiechają się do nas z praktycznie każdego możliwego nośnika. I to często z miejsc, gdzie normalnie nie ma reklam – na rondach, trawnikach przy ścieżkach rowerowych, a także z plakatów naklejonych na drzewa (lub o zgrozo, przybitych).
Mam kilka „ulubionych” miejsc w Szczecinie, gdzie zagęszczenie banerów reklamowych jest większe, niż liczba pasażerów w jadącej do Polic sto-siódemce w godzinach szczytu. Okolice parkingu podziemnego przy pl. Zwycięstwa, ulica Andrzeja Struga (przy północnej nitce wjazdowej do miasta) – oczywiście takich miejsc jest wiele, można by z tego stworzyć niemałą galerię szczecińskiej „sztuki” reklamy. Czy można sobie z tym jakoś poradzić?
Okazuje się, że większość inicjatyw, jakie się pojawiają, są działaniami oddolnymi. Wychodzą bezpośrednio od mieszkańców, artystów, czy też przedsiębiorców. W wielu miastach, również w Szczecinie młodzi ludzie wykonywali pewnego rodzaju fotomontaże, pokazujące poszczególne okolice z reklamami (stan obecny) oraz bez reklam (stan pożądany).
Od razu odzywały się jednak głosy przedsiębiorców: jak klienci do nas trafią, jak możemy pokazywać, że tu mamy siedzibę i świadczymy określony zakres usług, skoro nie ma żadnych reklam.
Na to też jest rozwiązanie. Spójrzmy na nowe biurowce. Z małym wyjątkiem, wszystkie poradziły sobie z reklamą firm, które znajdują się w tych obiektach. Ładne, świecące w nocy neony, estetyczne reklamy i logo firm na schludnych tablicach przed wejściem. Okazuje się, że jednak można i to w dodatku w Szczecinie, w mieście, w którym często panuje pogląd „nie da się”.

W większości przypadków takie działania są doceniane przez lokalne media i społeczności miejskie. Różne organizacje w Szczecinie m.in. Stowarzyszenie Estetycznego i Nowoczesnego Szczecina wraz z projektem Wandalovy organizuje plebiscyt na najładniejszą witrynę sklepową. Sam udział w takim konkursie już na pewno nobilituje przedsiębiorców i ich biznesy. Z kolei zwycięstwo w konkursie daje szereg publikacji w mediach, co bez wątpienia można nazwać „darmową reklamą”, za którą w innych okolicznościach zapłacić trzeba byłoby kilka tysięcy złotych.
A gdyby pójść o krok dalej i całkowicie zakazać reklamy wielkoformatowej? Tak się stało w Sao Paulo w Brazylii. Kilka lat temu władze zdecydowały, że trzeba oczyścić miasto z reklam. Nakazali ich usunięcie, przedsiębiorcy mieli na to trzy miesiące, w przeciwnym wypadku musieli płacić wysokie kary. A gdyby u nas zrobić taką rewolucję? Wyobrażacie sobie protesty przedsiębiorców i agencji reklamowych? Dokładnie tak też się działo w Brazylii.
Jednak po niedługim czasie okazało się, że ta decyzja była bardzo dobra i miasto nie było świadkiem serii bankructw jednych i drugich. Wzmogło to kreatywność, zaczęto inwestować w inne formy promocji, które dały dużo lepszy efekt, niż banery ustawione „jeden na drugim”. Przeprowadzano ankiety, które wykazały, że 70% mieszkańców jest zadowolonych z takiego działania.
Czy to jest możliwe w Szczecinie lub ogólnie w Polsce? Może być ciężko, szczególnie w sytuacjach gdy większość przedsiębiorców nadal często mówi do grafika „Make my logo bigger… niech nasza reklama będzie większa od konkurencji, największa, niech będzie widoczna z kosmosu”.
A przecież – jak mawiają – rozmiar nie ma znaczenia… Może niebawem doczekamy się programów w misyjnej telewizji, w których to w „Metamorfozach” nie będą zmieniane tylko pojedyncze osoby, lecz również przestrzenie miejskie.








