
Do 11 marca można w Centrum Galaxy oglądać niezwykle ciekawą i intrygującą wystawę I Love Szczecin. Jej autorem jest Ryszard Pilch, który po raz drugi ze swoimi pracami gości na wystawie w Galaxy.
Autor i tym razem przedstawia wyjątkowe, choć z pozoru doskonale wszystkim szczecinianom znane, miejsca. Wystarczy detal ukazany z niecodziennej perspektywy, drobny zabieg graficzny, intrygujące zestawienie, by obraz nabrał dodatkowego znaczenia, zmuszał do refleksji i pokazywał nowe, zaskakujące, choć przecież tak bliskie szczecinianom, oblicze miasta.
Miałem okazję przeprowadzić wywiad z Ryszardem. Jest to kolejny przykład, że chcieć = móc, nawet „w tym mieście”.
liczy już cała kolekcja?
Na wystawie jest 79 nowych prac, jedyna pochodząca z zeszłorocznej wystawy to propozycja nowego logo Katedry św. Jakuba. Katedra jest jednym z tak niewielu żywych symboli Szczecina. Okno Katedry odzwierciedla rybę – symbol chrześcijaństwa, jednocześnie symbolizuje, którą Chrystus „łowił ludzi” – jest jedyne na świecie.
To mogłoby stać się symbolem Szczecina na miarę wieży Eiffela. Zaprojektowane jest przez szczecińskiego architekta dr Macieja Płotkowiaka.

Motyw przewodni: moje zdjęcia raczej nie pokazują reprezentacyjnych miejsc Szczecina, powszechnie znanych, typowo pocztówkowych. Koncentruję się raczej na detalach i to nie tylko ze śródmieścia, ale także innych dzielnic – jak np. Drzetowo, Gocław, Pomorzany czy Skolwin.
Napisy typu „witamy w krainie gdzie obcy ginie”, „1848 jedyna miłość”, czy grafitti jak choćby „ghetto sun” – oddają klimat Skolwina, Gocławia czy Słonecznego. Podjuchwood – nasze poczucie humoru, zamurowane okno ze śladami niemieckiej reklamy – naszą historię, 300 spartan, czy „Brother in arms /siebie warci” – naszą codzienność. To wszystko oddaje prawdziwy klimat miasta.

dlatego, bo ludzie mają fajne pomysły, ale brakuje im konsekwencji do realizacji. Co byś im polecił?
Zawodowo zajmuję się procesem zmiany w biznesie i jego wdrażaniem, z zamiłowania – szczecinianinem. Tu się nie da zastosować biznes planu i strategii realizacji, bo projekt I love Szczecin wywodzi się z emocji, a one bywają nieprzewidywalne. Poza tym Szczecin jednak nie promuje się skutecznie.
Nie korzystamy takich z takich podstaw jak budowa świadomości lokalnej, której następstwem jest – oglądanie się na inne miasta, obcych ludzi, trywialne rozwiązania. Następstwem czego jest brak identyfikacji z miastem, brak dumy z bycia szczecinianinem.
Przecież prof. Lubiński (światowej sławy genetyk), prof. Wolszczan (światowej sławy astronom), czy wynalazcy (Andrzej Wojdała, Jarek Weksej, Arek Grzywacz, Marek Gruszewski, Arek Śliwiński, Krzysztof Dudek) „wirtualnego studia telewizyjnego” – stosowanego do dziś przez największe telewizje świata – to szczecinianie. Podobnie Krzysztof Warlikowski (reżyser teatralny), czy Krzysztof Niewrzęda – pisarz. Większość z nich nadal mieszka w Szczecinie.
Konsekwencja w działaniu to podstawa. Już od kilku staram się promować Szczecin – logo Katedry, kromka chleba z paprykarzem. Cieszę się, że po kilku latach moje amatorskie działania spotkały się z zainteresowaniem, projekt „I love Szczecin” zaproszono na międzynarodową konferencję „Kultura, Kreatywność i Biznes. Wyzwania dla polityki regionalnej” – panel „Dobre praktyki”, a partnerami wystawy „I love Szczecin – Szczecin okiem Pilcha” są Akademia Sztuki czy firma OLYMPUS.
Co planuję na TTSR? Jako innowator odpowiedziałbym – jestem w fazie SWOT, ale projekt I love Szczecin jest – jak już powiedziałem, emocjonalny. Chodzą mi po głowie różne pomysły.








