
25 kwietnia w Teatrze Małym w Szczecinie miało miejsce nietypowe wydarzenie. Trzecia Noc z PechaKuchą. Brzmi po japońsku? I słusznie, bo idea tej imprezy, jak i jej nazwa, pochodzą z kraju kwitnącej wiśni. Nazwa PechaKucha [wym. peczakcza] jest wyrazem dźwiękonaśladowczym, oddającym brzmienie odgłosów rozmowy, pogawędki. Idea zrodziła się 10 lat temu w Tokio i pierwotnie służyła zwięzłym i zdyscyplinowanym rozmowom zawodowym.
Szybko jednak rozprzestrzeniała się na cały świat i oderwała od życia zawodowego, przekształcając w cykle spotkań ludzi, dzielących się z innymi swoimi pasjami, zainteresowaniami, projektami, przemyśleniami.
To taki swoisty Hyde Park mówców, każdy może się wypowiedzieć na temat, który jest bliski jego sercu. I w tym Hyde Parku miałam ogromną przyjemność wczoraj wziąć udział.

Spotkanie zrobiło na mnie niesamowite wrażenie. Zawsze wiedziałam, że szczecinianie to ludzie z pasją. Zawsze troszkę mi brakowało miejsca, w którym wszyscy zapaleńcy mogliby się spotkać. I odnalazłam je. Podczas tej Nocy z PechaKuchą zgromadziło się kilkudziesięciu słuchaczy i 8 mówców.
To było dziwne i równocześnie bardzo inspirujące zobaczyć na jednej scenie mistrza karate zapowiadającego organizowane przez siebie mistrzostwa świata w karate dla dzieci (w Szczecinie w 2014 r.) i doświadczoną pedagożkę i wychowawczynię opowiadającą o swojej pracy z młodzieżą i dziećmi. Wiecie, że w rzeczywistości mówili o tym samym? Że to, co robią, robią dla dzieciaków. Bo to kochają, bo to ich pasja, ich życie, ich marzenie.
Oprócz wspomnianego mistrza karate ubranego w adekwatny ubiór pojawiło się 3 panów w strojach wziętych żywcem z czasów II wojny światowej, którzy opowiadali o swojej pasji historycznej, jaką jest odtwórstwo. Poza nimi wystąpiła kobieta, która zdradziła nam jak sobie poradziła ze stratą męża i samotnym macierzyństwem i trenerka mówiąca o zawiłościach ludzkiej natury. Na scenie pojawiła się też specjalistka od zdrowego odżywiania, która mówiła o technikach szybkiego czytania oraz wielbicielka orgiami, prezentująca swoje hobby.
A to wszystko w cudownej atmosferze wsparcia. Nie było ważne, czy wypowiadała się osoba doświadczona, czy też całkowita amatorka w mówieniu do publiczności. Bo wszyscy wystąpili w roli specjalistów. Specjalistów od swoich pasji, marzeń – i w tych rolach wszyscy wypadli równie dobrze. PechaKucha to nie tylko pokazywanie innym swojego hobby. To doskonały sposób na dowartościowanie się, przełamywanie nieśmiałości, zdobywanie doświadczenia i pewności siebie.
Następne spotkanie w czerwcu. Nie wiem jak Wy, ale ja tam będę. Do zobaczenia. Tymczasem poczytajcie sobie relacje z poprzednich edycji: pechakucha.szczecin.pl









