Mam wrażenie, że ostatnimi czasy obywatele naszego miasta mają coraz większą świadomość, że mają realny wpływ na to, co dzieje się w naszym mieście, w najbliższym otoczeniu. Mam tu na myśli nie tylko spontaniczne działania, jak te w obronie słynnego wózka z kawą na Jasnych Błoniach, ale również te zorganizowane.
Wielbiciele rowerów pod sztandarem Rowerowego Szczecina dzielnie walczą o ścieżki rowerowe i uwzględnienie ich potrzeb w budżecie miasta. A rodzice dzieci ze szczecińskich szkół i przedszkoli mają coraz większą świadomość swoich praw i autentycznej siły sprawczej.
Po licznych aferach związanych z restrukturyzacją szczecińskiej oświaty, stworzyli Stowarzyszenie Rodzice dla Szczecina. Na rozmowę ze mną zgodziła się pani Dorota Korczyńska, aktywna członkini tego stowarzyszenia.
MK: Skąd pomysł na Stowarzyszenie?
DK: Pomysł powołania Stowarzyszenia pojawił się już w 2011 roku, kiedy Rada Miasta przyjęła niezgodną z prawem tzw. uchwałę przedszkolną (uchwałę o odpłatności za przedszkola). Okazało się, że mamy w Szczecinie władze oświatowe, które nie potrafiły przygotować merytorycznego, zgodnego z prawem i oczekiwaniami rodziców dokumentu oraz Radę Miasta, która ten akt prawny bezkrytycznie przyjęła.
Podjęliśmy wtedy intensywne działania, żeby wykazać, że niektóre zapisy są niezgodne z prawem. Wojewoda Zachodniopomorski w ramach swoich uprawnień nadzorczych wykazał wtedy w sposób jednoznaczny, że przyjęta uchwała jest niepoprawna i połowę jej zapisów wyrzucił „do kosza”. Wydawało nam się wtedy, że to był jednorazowy problem, który udało się rozwiązać i że nie ma potrzeby tworzenia formalnej struktury.
Ale kolejne miesiące przynosiły nowe problemy związane z coraz bardziej krzywdzącymi dzieci i rodziców pomysłami władz miasta, dotyczącymi funkcjonowania oświaty szczecińskiej. Były pomysły łączenia przedszkoli w filie (co znów było sprzeczne z prawem), a co wiązałoby się z dużą skalą zwolnień kadry przedszkolnej. Przeprowadzono bezmyślną i krzywdzącą dla dzieci i nauczycieli restrukturyzację, likwidując szkoły podstawowe i gimnazjum w centrum miasta, wbrew woli środowisk lokalnych, oglądając się tylko na interes ekonomiczny.
Pod koniec roku szkolnego, w czerwcu 2012 r. zostaliśmy znowu zaskoczeni wiadomością, że prezydent Soska przygotował plan zwolnień i ograniczeń etatów kadry niepedagogicznej (czyli woźnych oddziałowych, pomocy nauczyciela, kucharek itd.) w miejskich przedszkolach, i to na dużo większą skalę, niż publicznie deklarował. Wtedy uznaliśmy, że nadszedł czas, żeby się formalnie zorganizować, stworzyć jedno miejsce dla rodziców, gdzie będą mogli się wypowiedzieć, przekazać swoje argumenty, być wysłuchanym, ale także proponować własne rozwiązania dotyczące oświaty.
Stowarzyszenie Rodzice dla Szczecina jest organizacją całkowicie apolityczną i społeczną. Nie wywodzimy się z żadnej partii, jesteśmy odrębnym i samodzielnym ruchem społecznym. Jednocześnie, jesteśmy otwarci na rozmowy i współpracę z każdą partią, każdym klubem radnych w naszym mieście oraz prezydentem, bo to oni tworzą prawo. W naszych strukturach działają różni ludzie, z różnym wykształceniem, doświadczeniem zawodowym, w różnym wieku – łączy nas jedno: pragnienie, aby oświata w Szczecinie była zarządzana sprawnie, zgodnie z prawem i poszanowaniem woli i potrzeb dzieci, rodziców i kadry placówek oświatowych.

MK: O co walczycie?
DK: Przede wszystkim walczymy o dobro naszych dzieci. O odpowiedni poziom edukacji i wychowania, o zapewnienie im bezpieczeństwa, komfortu nauki i pobytu w publicznych placówkach oświatowych. Nie zgadzamy się na postrzeganie oświaty jedynie w kategoriach budżetów, tabelek i wykresów.
Dla nas żłobki, przedszkola i szkoły, to przede wszystkim ludzie: dzieci i dorośli. Wbrew życzeniom niektórych radnych czy urzędników miejskich, rodzice bardzo interesują się tym, gdzie ich pociechy spędzają znaczną część dnia, jakie mają warunki, jaką opiekę, jaką ofertę edukacyjną czy opiekuńczą mogą uzyskać. Nie da się tego zapewnić bez odpowiedniej liczby pracowników placówek oświatowych oraz właściwej infrastruktury. Nie zgadzamy się też na przygotowywanie aktów prawnych, które są niezgodne z powszechnie obowiązującym prawem.
To wstyd, żeby w tak dużym mieście, przy tak ogromnym urzędzie miasta, wspomaganym przez odpowiednie zaplecze prawnicze, przygotowywano tak często akty prawne, które potem na etapie kontroli albo postępowania sądowego „trafiają do kosza”, bo nie spełniają elementarnej zasady zgodności z prawem. Nasze działania mają również na celu to, żeby rodziców traktowano podmiotowo, a nie przedmiotowo.
Jak partnera do rozmowy, a nie petenta, który nie ma nic do powiedzenia. To my, mieszkańcy miasta, a zatem również rodzice, tworzymy społeczność lokalną. To dla nas funkcjonują urzędnicy, władze miasta, radni. Dlatego prowadzimy działania, aby głos rodziców był przez władze słyszalny. I czasem się to udaje.
MK: Czy szczecińscy rodzice mają świadomość swoich praw i tego, że w realny sposób mogą wpływać na działanie szkół ich dzieci?
DK: Rodzice mają coraz większą świadomość na temat swoich możliwości prawnych. Przykładem tego była frekwencja na spotkaniach w przedszkolach, szkołach czy spotkaniach z prezydentem Krzystkiem wiosną 2012 r., kiedy prowadzono prace nad restrukturyzacją oświaty.
W sprawie Gimnazjum nr 3 to m.in. rodzice złożyli wnioski do Sądu Administracyjnego. W sprawie szkół i przedszkoli to rodzice pisali do Wojewody o sprawdzenie zgodności z prawem przyjętych uchwał, przedstawiając liczne argumenty na potwierdzenie swoich wątpliwości. To nie jest pieniactwo – to profesjonalnie przygotowanie licznego grona rodziców, którzy doskonale poruszają się w gąszczu przepisów prawa.
MK: No właśnie, co może rodzic?
DK: Bardzo wiele. Rodzic może wpływać na środowisko swojego dziecka już od najniższego szczebla możliwej aktywności – może brać udział w pracach Rad Rodziców w przedszkolu czy szkole, do której uczęszcza jego dziecko. Może swoje wątpliwości lub pomysły omawiać z przedstawicielami danej placówki – wychowawcą, dyrektorem, nauczycielami. Może też zgłaszać się do kuratorium, jeśli zauważy, że dzieje się coś niedobrego w otoczeniu jego dziecka.
A jeśli chodzi o sprawy związane z lokalnym prawem, może kontaktować się z radnymi, Komisją ds. Edukacji działającej przy Radzie Miasta, urzędnikami czy prezydentem. Jeśli to nie przynosi skutku, a akt prawny został przyjęty mimo jego niezgodności z obowiązującym prawem – może zgłosić to do Wojewody albo skierować sprawę do Sądu Administracyjnego. Rodzic musi tylko chcieć.

Na szczęście w naszym mieście funkcjonuje duże grono rodziców, którym akurat się chce. I to bardzo pozytywny sygnał. Czasem trudno jest działać w pojedynkę, dlatego warto jest zrzeszać się z innymi rodzicami. Takim miejscem dla rodziców jest właśnie RdS.
MK: Jak Pani sądzi, dlaczego rodzice tak rzadko na poważnie angażują się w życie szkoły?
DK: W przypadku szkół sytuacja zaangażowania rodziców wygląda trochę inaczej niż w przedszkolach, bo w szkołach dzieci są już starsze i bardziej samodzielne. Siłą rzeczy rodzice nie odczuwają już takiej potrzeby angażowania się w codziennie sprawy szkoły. Rodzice w szkołach częściej działają w obrębie klasy – przedszkola są dużo mniejszymi placówkami, dlatego rodzicom jest też łatwiej działać.
Ale ostatnie miesiące i sytuacja Gimnazjum nr 3 pokazała wyraźnie, że rodzice potrafią się zaangażować również na wyższym szczeblu edukacji, że nadal traktują szkołę swoich dzieci jak ich drugi dom, o który trzeba się troszczyć i dbać.
MK: Gdzie można znaleźć informacje o Państwa działaniach?
W tej chwili prowadzimy bardzo aktywny profil na Facebooku. Pracujemy intensywnie nad ostateczną wersją strony internetowej, która powinna lada chwila zostać uruchomiona. Można się również kontaktować z nami pod adresem mailowym: rds.org.pl@gmail.com
MK: Jak można się włączyć do działań w organizacji lub ją wspomóc?
DK: Najważniejszy i najcenniejszy jest dla nas stały kontakt z rodzicami. Zdarza się tak, że do RdS zgłasza się rodzic z problemem związanym ze szkołą i wtedy próbujemy mu pomóc, szukając informacji, ale również pytając innych rodziców o ich opinie, pomysły, możliwe rozwiązania. Im więcej osób się angażuje, tym większa nasza wiedza i większe możliwości. Najistotniejsze dla nas jest wsparcie merytoryczne naszych działań – przysłowie mówi, że co dwie głowy, to nie jedna.
W naszym przypadku sprawdza się to doskonale. Więc jeśli ktoś widzi potrzebę poprawy jakiegoś aspektu związanego z edukacją lub chciałby się aktywnie włączyć w komentowanie działań miasta czy wskazać, co jest niezgodne z prawem, zapraszamy do kontaktu z nami – mailowego lub telefonicznego. Zdanie każdego rodzica i każdej osoby, która ma coś do powiedzenia w sprawie oświaty, jest dla nas niezwykle istotne.







