Kilka dni temu powstała strona prezentująca w humorystyczny sposób życie szczecińskich lemingów. Na pewno nie wszyscy zdają sobie sprawę, co kryje się pod tą nazwą. Dlatego też postanowiłem zrobić mały wywiad z twórcą strony – Kolumbijczykiem. (Link do strony www.facebook.com/szczecinskileming).
Paweł Krzych: Szczeciński leming – powiedz, kto to taki?
Kolumbijczyk: Szczeciński leming wiecznie będzie twierdził, że pracuje ciężej niż leming warszawski, po cichu marzy też, żeby mieć układy jak leming poznański, a ponieważ dwa lata temu był na Dąbskich Wieczorach Filmowych, to ma się za bardziej obytego w kulturze wysokiej od leminga krakowskiego.
Szczecińskie lemingi są o tyle interesujące, że są starsze, niż lemingi z innych miast, niemal niespotykane są osobniki poniżej trzydziestego roku życia. Chcą uciec na przedmieścia, zew natury cięgnie ich na wieś, żeby podobnie jak dziadek na Kresach stać się panem swojego kawałka ziemi.
Nie chcą jednak rezygnować z drobnych luksusów, a przede wszystkim komfortu psychicznego, jakie zapewnia im nasze miasteczko.
Paweł Krzych: Skąd taki pomysł na stronę?
Kolumbijczyk: Jak każdy prawdziwy szczecinianin mam kompleks Poznania. Warszawskiego leminga jeszcze zniosłem, ale kiedy okazało się, że sknery z pyrolandu mają swojego doszedłem do wniosku, że nie możemy być gorsi.
Paweł Krzych: Czy ten prześmiewczy styl i na pierwszy rzut oka żart to rzeczywiście codzienne życie większości szczecinian?
Kolumbijczyk: Najlepsze żarty mają w sobie ziarno prawdy, podobnie jak stwierdzenie, że Szczecin to wioska z tramwajami. Młody (30-letni) szczeciński „leming” lubi podrywać młode dupy w Rockerze, kiedy jego żona pracuje na inwentaryzacji, a stary wyprowadza się do jednej z okolicznych wiosek i stawia trzymetrowy płot za pięćdziesiąt kapci, żeby sąsiedzi nie widzieli jak griluje na jednorazowym szmelcu z Bierdonki.

Kolumbijczyk – pomysłodawca „Szczecińskiego leminga” prowadzi swojego bloga pod adresem kolumbijczyk.pl










