TYLKO DLA LUDZI O MOCNYCH NERWACH! Od ponad roku trwają pracę nad filmem „Wilsona 7”, który w efekcie będzie produkcją fabularną, zainspirowaną prawdziwą historią Rzeźnika z Niebuszewa (miała ona miejsce w 1952 roku w Szczecinie).
Z pewnością jest to tajemniczy temat bliski naszemu miastu, rzadko wcześniej poruszany (opisany m.in. w jednym z artykułów w książce „Archiwum Sz.”). Film tworzony jest przez szczecinianina Jakuba Borunia.
Szczecin Blog objął patronatem medialnym tę produkcję, którego premiera najprawdopodobniej odbędzie się w czerwcu tego roku. Autor tak opisuje swój film:
Amatorski film fabularny zainspirowany prawdziwą historią Rzeźnika z Niebuszewa. Szczecin. Spokojnym życiem mieszkańców pewnej kamienicy wstrząsa seria tajemniczych zaginięć. Nikt nie dopuszcza myśli, że koszmar może być tak realny w mieście, w którym żyjesz, na ulicy, gdzie mieszkasz, w miejscach, które znasz…
Pozwólcie, że przytoczę informacje na temat Rzeźnika z portalu wszczecinie.pl – zdaję sobie sprawę, że nie każdy zna ten temat. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach:
Cała sprawa budziła w mieście wielką sensację i zainteresowanie jego mieszkańców. Krążyły pogłoski, że pani Irena nie była jedyną ofiarą skazanego człowieka. Tu i ówdzie mówiono o przynależności Józefa C do SS (podczas oględzin policjanci znaleźli u mordercy niemiecką książkę lekarską, on sam przyznawał się ponoć do znajomości języka naszych zachodnich sąsiadów) orazo wykonywaniu przez niego w przeszłości zawodu rzeźnika.
Zabójca miał ponoć mordować małe dzieci, trupy przerabiać w gmachu dawnej Akademii Rolniczej, a potem sprzedawać ich mięso na targu, mieszczącym się obok dworca PKS-u. Wyrabiano z niego między innymi bigos. Szczątki tych biednych, poćwiartowanych dzieci zostały ponoć odkryte podczas spuszczania wody ze stawu przy ul Słowackiego. Było ich kilkadziesiąt.
Więcej szczegółów Jakub zdradza w wywiadzie, który możecie przeczytać poniżej. Zdjęcia umieszczone w artykule to kadry z filmu.

Paweł Krzych: Co Cię skłoniło do zrealizowania właśnie takiego filmu? Skąd zainteresowanie tematem „Rzeźnika z Niebuszewa”?
Jakub Boruń: Myślę, że do realizacji skłoniło mnie przede wszystkim moje zainteresowanie kinem grozy, za którym powinna stać jakaś prowokująca, intrygująca historia, a którego w Polsce jest po prostu mało. Zawsze uwielbiałem opowieści z dreszczykiem, a nagrywaniem pasjonuję się już od paru lat.
O Rzeźniku z Niebuszewa dowiedziałem się najpierw na kole historycznym w moim byłym gimnazjum, gdzie prowadziliśmy rozmowy na ten temat. Także moja babcia wiele mi opowiedziała. Historia stała się dla mnie prawdziwą inspiracją. Ponadto nikt nie podjął się żadnej ekranizacji zainspirowanej tymi wydarzeniami – tak jakby większość o nich zapomniała albo przestała w nie wierzyć… A ja pragnę opowiedzieć to w dość inny sposób, poprzez thriller fabularny.
Kadr z filmu „Wilsona 7” – Jakub Boruń (autor filmu) po prawej
Paweł Krzych: Czy trudno było dotrzeć do materiałów i osób, które dysponują wiedzą na ten temat? A może udało Ci się dotrzeć do osób, które bezpośrednio były „zaangażowane” w tę sprawę?
Jakub Boruń: Owszem, nie było to łatwe zadanie. Przygotowania do filmu i pisanie przeze mnie scenariusza trwały rok. Po rozmowach z babcią nadeszła pora na wizytę w tamtej kamienicy.
Nie wszyscy chcieli rozmawiać, część osób już zmarła (szkoda, bo niektórzy byli bardzo blisko historii i pamiętali każdy szczegół). Ale pojawiły się dwie panie; poświęciły trochę czasu, by opowiedzieć mniej więcej, w jaki sposób wydarzenia pamiętali ich bliscy znajomi albo członkowie rodziny czy dawni mieszkańcy kamienicy.
W Książnicy Pomorskiej znalazłem niewiele więcej – na mikrofilmach obejrzałem wydania Kuriera Szczecińskiego z 1952 roku – nic konkretnego, oprócz jednej, króciutkiej wzmianki o uchwyceniu i skazaniu mordercy. Przeczytałem również artykuł opierający się m.in. na aktach sprawy (zamieszczony w książce „Z Archiwum Sz”).
Ponadto wiemy, że nikt nie chciał zamieszkać w lokum Rzeźnika przez kilkadziesiąt lat, aż mieszkanie przebudowano i przerobiono. Straciłem także okazję rozmowy z komendantem, który osobiście aresztował mordercę – zmarł ok. 2 lata temu, a był dziadkiem koleżanki mojej mamy.
Po tych wszystkich badaniach, musiałem wybrać prawdziwe motywy z historii, które pojawią się w filmie i ustalić, co ulegnie zmianie na potrzeby fabuły. Nie jest to reportaż ani film dokumentalny, tylko fabularny, zainspirowany faktycznymi wydarzeniami.
Rzeźnik stanowi punkt wyjścia. Wiele się zgadza (nawet drobne szczegóły wystroju na miejscu zbrodni), a niektórzy bohaterowie mają swoje prawdziwe odpowiedniki. Ale część losów czy pozostałe wątki musiały zostać przeze mnie dopisane i wykreowane w sposób taki, by zaciekawić – to było moje założenie.
Pojawiają się intrygi, inni podejrzani i sama postać mordercy nie ma być od razu oczywista. Film momentami przybiera formę kryminału.

Paweł Krzych: Czy planujesz kolejne produkcje filmowe, których akcja będzie miała miejsce w Szczecinie?
Jakub Boruń: Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Historia poprzedniego filmu praktycznie także toczyła się w Szczecinie – jezioro Szmaragdowe, Goplana czy centrum miasta. Myślę, że wszystko zależy od inspiracji, weny, pomysłu…
Moim marzeniem jest zrealizować thriller-horror, którego akcja miałaby rozegrać się w Zakopanem, w sercu gór. Jednak na pewno wrócę do rodzinnego miasta i nakręcę jeszcze coś szczecińskiego.
Paweł Krzych: Czy wiążesz swoją przyszłość z filmem?
Jakub Boruń: Zdecydowanie tak. Na razie muszę skupić się jeszcze na ukończeniu studiów czy pracy licencjackiej za rok. W przyszłości chciałbym uczyć się w jakiejś szkole filmowej, pisać scenariusze, a potem realizować swoje pomysły przy pomocy profesjonalnych kamer. Mam nadzieję, że uda mi się pokazać moje produkcje szerszej publiczności. Czas pokaże.
Paweł Krzych: Dziękuję za rozmowę.













