Artykuł pochodzi ze zaprzyjaźnionej strony www.pogononline.pl, a autorem jest Tobiasz Madejski.
Separacja Olgierda Moskalewicza z Dumą Pomorza została już okupiona łzami i gorzkimi zwrotami. Odejście z Pogoni Marcina Nowaka i Tomasza Parzego są już rozpatrywane w innych kategoriach.
Marcin Nowak, w drugoligowej Pogoni był ostoją defensywy i pewnym punktem zespołu zmierzającego ku I lidze. Po awansie na zaplecze ekstraklasy, Nowak został dodatkowo kapitanem zespołu, a jego pozycja się umocniła także przez sporadycznie zdobywane bramki.
Jesień 2010 była jednak dla obrońcy Pogoni nieudana. Brak zdecydowania – tak potrzebnego defensorowi – niepewność i mnogość prostych błędów skutkowała kreacją Nowaka na jednego z winowajców żałosnej postawy drużyny. Mimo dobrej postawy Marcina Nowaka za czasów gry Pogoni w II lidze, pewne jest, że nikt w Szczecinie po nim płakać nie będzie. Wiekowe zaawansowanie Nowaka nie sprzyja założeniom reform odmłodzenia zespołu. Ponadto Artur Płatek nie powinien mieć kłopotów z obsadą prawej strony defensywy.

Maciej Mysiak lub przebojowy Maksymilian Rogalski powinni przynieść więcej korzyści drużynie aniżeli flegmatyczny i słaby kondycyjnie Nowak.
Rezygnacja z usług Tomasza Parzego także jest łatwa do wytłumaczenia.
Już latem Piotr Mandrysz podziękował za współpracę pomocnikowi Dumy Pomorza, a klub wystawił Parzego na listę transferową. Wobec braku porozumienia z potencjalnymi nabywcami usług byłego kapitana Pogoni, Tomasz Parzy trenował w rezerwach. Po objęciu zespołu przez Macieja Stolarczyka piłkarz wrócił do pierwszego zespołu i wystąpił nawet w kilku spotkaniach.
Parzy nie wyróżniał się na tle bezbarwnego towarzystwa i choć widać było w nim chęć walki za złotego Gryfa truizmem stało się odejście tego zawodnika w przypadku rewolucji w Dumie Pomorza. Mimo spadku piłkarskich umiejętności Tomasza Parzego, nie zostaną zapomniane mu zasługi. W 2007 roku mimo talentu, który pozwalał na grę na wyższym szczeblu niż IV liga, Tomasz Parzy wrócił do Szczecina by odbudować szczecińską Pogoń i dbać o tą wartość.
Tacy ludzie stają się bohaterami nie koniecznie przez piękne bramki i cudowne asysty, ale przez szczere intencję i obranie odmiennego kursu niż większość z kolegów po fachu.






