Wydawałoby się, że znalezienie mieszkania do wynajęcia w czterystutysięcznym mieście to bułka z masłem. Dwa pokoje, nieumeblowane, najlepiej na Pogodnie… i żeby było tanio :)
Na popularnych serwisach internetowych, połowa ogłoszeń jest nieaktualna, reszta opanowana przez biura nieruchomości, kilka nielicznych aktualnych, prywatnych i przede wszystkim nieumeblowanych, gdzieś na krańcu świata.
Jak nie Internet, to może gazeta? Jeszcze gorzej! Tutaj nieaktualne jest 80% ogłoszeń, pozostałe są umeblowane. Czy ludzie nie biorą pod uwagę faktu, że ktoś może mieć już własne meble, z którymi nie ma co zrobić??? Zaczynam wierzyć, że mieszkanie bez mebli to biały kruk.
W oczach mi się mieni od sprawdzania lokalizacji ulic na mapie. Ja, która byłam w Szczecinie, ledwie kilka razy i zawsze jako pasażer, potrafię już zlokalizować wszystkie dzielnice. Gdy zamykam wieczorem oczy, widzę mapę ze szczegółami. Powoli zaczynam tracić nadzieję na znalezienie wymarzonego M.
Aż tu pewnego dnia… znów przeszukuję rozpaczliwie Internet, bez przekonania, że coś znajdę, ale zdesperowana na maksa, bo czas mnie goni (ktoś mi obiecał pracę od października). Szukam i szukam, patrzę i nie wierzę. Mieszkanie, dwa pokoje, nieumeblowane, osiedle Zawadzkiego… i tylko 1000 zł.
Nie, na pewno nie aktualne. Dzwonię i znów zaskoczenie. Aktualne!. Szybka decyzja, jedziemy zobaczyć jeszcze tego samego dnia.
Na spotkanie przyjechaliśmy dużo za wcześnie, więc mieliśmy okazję obejrzeć okolicę. Bloki, sklepy, przychodnia, rynek, autobusy, wszystko pod ręką. Pierwszy plus po stronie lokalizacji. Oglądamy mieszkanie.
Ściany są, podłoga jest, drzwi też… Bierzemy! Jedziemy szczęśliwi do domu, za tydzień podpisujemy umowę, bo właściciel mieszka za granicą. I nagle pojawia się tysiąc pytań i wątpliwości, ale o tym w następnym odcinku… :)






