
W piątek miała miejsce premiera nowego albumu Łony i Webbera – Cztery i pół. Mieliście już okazję słuchać? Jak wrażenia?
Zachęcam do kupowania oryginałów, wspierajmy razem lokalnych artystów.
Poniżej znajdziecie teksty kawałków, które znalazły się na płycie Cztery i pół.
Łona i Webber – Patrz szerzej
Moje „wczoraj” było bez następstw, ale szukało ich długo
Więc moje „dziś” budzi się po jedenastej grubo
Niewiele zmienia ta pora, bo po raz setny
Dziś ma to samo, co wczoraj, co miał dzień przed tym
Od najwcześniejszych godzin, po zmrok
Wszystkie dni mają problem, jeśli chodzi o wzrok
Machnął bym ręką na wadę nieistotną
Zniósł bym astygmatyzm, przeżyłbym krótkowzroczność
Ale one łapią ostrość, nawet kiedy w dal patrzą
I mają bogatą wiedzę o kolorach, a nawet bogatszą
Nie słabnie im wzrok, choć patrzą non-stop
Moje dni widzą nieźle, problem w tym, że wąsko
Niewielka wada, która
Sprawia, że te dni widzą tylko to, na co patrzą akurat
I widzą ten mały horyzont z nawet dobrą skalą
Lecz bez szans żeby objąć całość
Z dnia na dzień, żeby wzrok im przywykł
Uczę moje dni zmiany perspektywy
Bo wciąż wąsko widzą mimo tylu przynęt
A tak trudno zwiększyć im horyzont choćby o centymetr
Z dnia na dzień, żeby wzrok im przywykł
Uczę moje dni zmiany perspektywy
I każdemu z nich, co tak pilnie oka strzeże
Mówię: patrz trochę szerzej, patrz trochę szerzej
Wcześniej dni nie były często gotowe
Ale dziś biorę moje „dziś” na męską rozmowę
I mówię mu: wiem, że masz wadę, ale chuj z wadą
Przestań tak wypatrywać jutra i spójrz w prawo,
Spójrz w lewo, gdyby pójść na bok,
Żeby puls tego wyczuć, co dotychczas było pół-zjawą
Ej, nie bądź chłopcem, schowaj tę pogardę
Wiem, że kryjesz pod nią strach, przed tym, co jest obce
To prosty chwyt – nie próbuj go ze mną
Mam już dość tych dni uwikłanych w codzienność
Tolerujesz innych? Brawo!
Teraz gardź tolerancją, idź dalej, znajdź w sobie ciekawość
Może to po ciemnym wczoraj taki kac ci przypadł
Ale przestań wszystko wiedzieć, zacznij pytać
I nawet bez ambicji, że cokolwiek dostrzeżesz
Patrz trochę szerzej, patrz trochę szerzej
Z dnia na dzień, żeby wzrok im przywykł
Uczę moje dni zmiany perspektywy
Bo wciąż wąsko widzą mimo tylu przynęt
A tak trudno zwiększyć im horyzont choćby o centymetr
Z dnia na dzień, żeby wzrok im przywykł
Uczę moje dni zmiany perspektywy
I każdemu z nich, co tak pilnie oka strzeże
Mówię: patrz trochę szerzej, patrz trochę szerzej
Łona i Webber – Nie ma nas
Zwykły dzień jakich tysiąc,
mam chytry cel aby słysząc,
jak wyje budzik trochę ten świt ostudzić,
albo w ogóle go wyciąć,
ae to uparty bydlak,
w tym tygodniu już chyba po raz czwarty wygrał,
więc z trudem wstaję choć jutrzenki blask nieco wyblakł,
wychodzę z domu by spostrzec że znowu jest postęp,
w tym ogólnonarodowym ruchu to ludzie rozpęd biorą,
po to żeby coś jebnąć jak piorun na oślep,
codziennie włączam stoper boooże liczę ile minut,
minie nim ktokolwiek obcy spojrzy mi w oczy,
albo przemknie jemu lub jej choćby pół …. czemu by nie,
uśmiech co wstępnie trzymał ale wygrał z nim podstępnie wykrzywiony grymas,
czekam na dzień który uczyni że poczuję że,
łączy mnie z nimi więcej niż to pchnięcie w przód po jednej linii,
jakiś gest można rzec że to pusty gest ale to słuszny test,
jeśli z tych pustych gestów możesz więź jakąś kreślić,
idę obcy wśród swoich przez tłum co obcość prawdopodobnie w genach ma,
i szukam symboli czy choćby pustych gestów bo bez tego nie ma nas.
Patrzę od dawna jeszcze nie jak pitbull już jak wilczur,
bo do diabła jestem u siebie wśród nieprzyjaznych tubylców,
jest prawda w tym jakaś o nas że na ogół suniemy ponad,
tymi co nam przecinają drogę w tłumie czy w domach swój staję się obcy,
przy czym byle co nas umie przekonać że,
kiedy mówi możesz stawiać że ma w tym interes spokojnie,
kiedy milczy gardzi bezspornie kiedy patrzy deklaruje wojnę,
codziennie staram się scalać ten sprzęt z całością,
co taki jej wdzięk że w najlepszym razie patrzy obojętnie,
a że oczy ma na ogół wilcze to konflikt wisi w powietrzu jak na żyłce,
nie musimy ze sobą gadać ale moglibyśmy sympatyczniej milczeć,
nie musimy oczekiwać cudu w tej materii raczej bym entuzjazm studził,
ale nie musimy sobie nic mówić żeby dostrzec w ludziach choćby odrobinę ludzi,
czekam bezwiednie na jakiś znak chociaż nadzieja blednie,
bo ten stoper co w poprzedniej zwrotce odpaliłem ciągnie biegnie,
bo jak go wyłączyć kiedy każdy bez celu z pustym wzrokiem brnie na czas,
a wystarczyłby odruch jakikolwiek ludzki odruch bo bez tego nie ma nas.
Łona i Webber – Szkoda Zachodu
Znam cię od tylu lat już w sumie
choć fakt nie umiem
stanąć w tym zacnym tłumie
posiadaczy ostatnich sumień
co mamy piątek jedenasta osiem
a widziałem cię dosłownie wszędzie gdzie bym nie poszedł
w tramwaju byłeś dziadkiem narzygałeś drugiemu dziadkowi
na laicyzację i na zachód i czemu tak robi
zachód że upadł nisko i chce upaść niżej
i że Boga się wyrzekł i ściąga nam krzyże
nasze krzyże
w telewizji było ci przykro
z powodu wszystkich dzieci mordowanych przez in vitro
a z kolei w mięsnym byłeś łaskaw się żalić
że z Europy tylko liberalizm tolerancja i pedali
od rana masz wynik spory
widziałem sto twoich twarzy a w każdej z nich tę samą gorycz
upiory jakieś z miejsca (?)
nie to jeden upiór i to jak najbardziej tutejszy
ten upiór który daje wiarę i upór
który krzyczy „nie dyskutuj”
i każe wznosić mury z trupów
upiór z którym bym walczył na ogół
jeszcze wczoraj a dziś szkoda zachodu
nie mam siły nie mam już pomysłów jak zepsuć
twoją tarczę ze strachu i stroje z kompleksów
twoją pogardę co ją zwykle wzbudza byle powód
nie naprawdę szkoda zachodu
Nie mam siły tłuc się z tobą
czy truć się tobą
iść z tobą w tango albo jakieś grubsze pogo
po co mówić do kogoś kto już dawno ogłuchł
nie będę walczył z upiorem szkoda zachodu 2x
Ja swój opór pokażę
a ty walcz tym co obce walcz z tym co nie jest nasze
rozbijaj swój warowny obóz
ja pasuję szkoda zachodu
ale z drugiej strony szkoda zachodu
widzisz nie chcę narzekać
ale szkoda mi paru drobnostek jak wolność słowa czy prawa człowieka
klika zachodnich głupot bez znaczenia
wolność prasy wolność zgromadzeń wolność sumienia
demokracja nawet jak kulawa i młoda
ale przyzwyczaiłem się już do niej trochę szkoda
żal będzie odrobinę zabrać
tę swobodę myśli czy równość nawet jeśli mocno podupadła
wiem że przed chwilą zakopałem topór
ale jeśli mam to wszystko stracić rośnie we mnie opór
i domyślasz się jakie działania przyjmę modus
bo jednak szkoda mi tego zachodu
Niby nie mam siły tłuc się z tobą
czy truć się tobą
czy iść z tobą w tango albo jakieś grubsze pogo
czy mówić do kogoś kto dawno ogłuchł
ale będę walczyć choćby z upiorem bo szkoda zachodu 2x
Łona i Webber – Nie pytaj nas
Spytaj o pensje, powiemy chętnie, o tych trzech czy czterech trzystu wręcz
I że nam fiskus tyle zabiera, że ledwo wystarcza na wystrój wnętrz
Zapytaj nas o kredyt, mamy tu pasmo przeżyć wartkich
Zapytaj ile kosztuje by śledzić jak nam rośnie w siłę frank szwajcarski
Spytaj nas jak się mieszka, spytaj o koszty ciepła
I czy oświetla nasze okna słońce rano, spytaj o metraż
Spytaj o pracę, czy ona perspektywy nam dała
Zapytaj nas ile to czasu trzeba żeby tam dostać awans
Spytaj nas o ostatni melanż, czy może szerzej – weekend
Czy był relaks, czy też może było jak zwykle mocno pite
Spytaj o muzykę, nie ma w niej dla nas zjawisk obcych
Zapytaj nas o nowy trend, a chętnie powiemy tobie o znacznie nowszym
Spytaj nas o znajomych, to cię zgubi bo jest ich
Dwa tysiące czworo, a każde z nich lubi to, wierz mi
Dowiedz się od nas więcej, o tym co pod napięciem, co jest w cenie
Zapytaj nas o wszystko niemal, z takim zastrzeżeniem, że
Nie pytaj dokąd i skąd, nie pytaj dokąd i skąd idziemy
Nie pytaj dokąd i skąd, nie pytaj dokąd i skąd idziemy
Nie pytaj dokąd i skąd, nie pytaj dokąd i skąd idziemy
Nie pytaj dokąd i skąd, nie pytaj dokąd i skąd idziemy
Nie pytaj nas o przeszłość, jakbyś nie wiedział, że nie było nic przed nami
Nie pytaj o przyszłość, bo nawet jutro jest czymś co niknie w dali
Nie pytaj o świat, o ludzi, o sedno, czy bo ja wiem, o deficyt
Nie pytaj nas o nic, co nas bezpośrednio nie dotyczy
Nie pytaj nas o miłość, mamy to przećwiczone
Bo to pokolenie ją zgubiło na melanżu razem z telefonem
Nie pytaj o pustkę, nie pytaj o strach gdzieś w nas ukryty
Widzisz, od tych pytań jest nasz psychoanalityk
Nie pytaj o słowa, nie wiesz? Niedopatrzenie
Znamy wprawdzie cztery języki, ale są to obraz, ruch, rytm i brzmienie
Nie pytaj o ciszę, nie sprzyja nam ta cisza nijak
Co niedługo pojmiesz, bo z natury lubimy drzeć ryja
Nie pytaj o życie, o sens, o żadną z tych dziedzin
Nie pytaj co w nas siedzi, to raczej nie jest pokolenie odpowiedzi
Nie zadawaj nam pytań, w których problem czyha, bo kto wie co wzniecisz
A jeśli już musisz, zapytaj nas co słychać (aaa, jakoś leci)
I tylko nie pytaj dokąd i skąd, nie pytaj dokąd i skąd idziemy
Nie pytaj dokąd i skąd, nie pytaj dokąd i skąd idziemy
Nie pytaj dokąd i skąd, nie pytaj dokąd i skąd idziemy
Nie pytaj dokąd i skąd, nie pytaj dokąd i skąd idziemy
Łona i Webber – Kończ tę rozmowę (honyszke kojok)
Dobra, pogadalim, widzielim nawet drogę w oddali
Ale wypilim wodę, a to woda co pali
Więc z drogi nici, telefon mi znajdź i wciśnij przycisk
Katapulta, memory five
Nie rób gestów wrogich, wierz mi na próżno ten mobbing
Na mnie już czas, trudno, co robić
Zostaw już te wspomnienia, znam je w stu procentach
Pewnie, że pamiętam! Co mam nie pamiętać?!
Dobra, symbolicznie robię wyłom
Ale ale tylko jedną, jakie dwie? To dwie ich było?!
Dwie to trzy, a trzy to morze nieszczęść
Albo gorzej jeszcze, więc jedną – wozem jestem
Czas już na mnie, bo skończę jako denat
A ty przestań skamleć, ja wiem – każdy lekko nie ma
I trudno tak przerwać bachanalia, wiem przecież
Daruj, ale muszę lecieć
Chyba jakiś inny jest tutaj czynny szatan
Wiem, że człowiek od czasu do czasu musi polatać
Ale ja pomyliłem lotnisko chyba
Bo leciałem za nisko, wybacz, i teraz mi wszystko miga
Przyszłość? Nie jestem jej mocno ciekaw
Jeszcze się poodszczekuję prześladowcom i uciekam
Znam sposoby jak wyjść na zero
I gdy łapią mnie za rękę mówię, że to nie mój kielon
Ty uszanować moje plany bujne racz
Ogolę się, zjem śniadanie i pójdę spać
A wszystko kiedy stąd wyjdę ziomuś
I w tym możesz mi czynnie pomóc, więc kończmy ją i do domu
Bo mam drogę jak stąd do Kansas
A muszę być na czas, chociaż zwykle nie zdanżam
Jest wpół do trzeciej, spróbuj to pojąć,
Że ja muszę lecieć, honyszke kojok
Łona i Webber – Święty spokój
Jest tak stoję na poczcie w ręku awizo
jest smętnie nie zanosi się na żaden epizod
zresztą jaki miałby się tu odbyć spektakl
gdy kolejka do okienka krótsza nawet niż nasza ostatka EPka
ale nim zarzucę cumę na ląd
przede mną cztery babcie każda ma rachunek za prąd
do tego trzy za czynsz jedna za Internet cała schiza w tym
że cholernie dobrze widać jak się tutaj zbliża dym
bo warto dodać by przyspieszyć tempo
że to mała poczta więc pracuje jedno okienko
przed nim dla odmiany dziadek o ladę oparty
zapłacił właśnie trzeci rachunek i wyciąga czwarty żart
Babciny kondukt trzeba to doceniać
na razie wydał tylko pomruk niezadowolenia
ale konflikt zdaje się być nieunikniony
bo dziad jak gdyby nigdy nic wyciąga jeszcze polecony
i to go gubi list działa jak iskra
babcie słusznie kombinują że skubaniec chce go wysłać
i narasta w grupie wrogość
jedna babcia syczy druga krzyczy trzecia nawet tupie nogą
czwarta dowodzi twardo jak żandarm
ile granic to przekracza i jaki to skandal
z gniewu gada a że jest postury niekiepskiej
to już się skrada żeby bić dziada torebskiem
i wybucha rzecz z gatunku rzeczy niewidzianych
nawet przez najbardziej doświadczoną kierowniczkę zmiany
wszyscy drą ryja tylko ja wypłosz myślę
Boże przecież tego można uniknąć
Babciu co tak tego dziada tłuczesz
i co mu nie dasz uciec
babciu gdzie jest twój wnuczek
skąd te nerwy czemu plujesz jadem
i co ty tu babciu robisz z tym rachunkiem za Neostradę
co tam śmigasz po sieci szukasz przyczyn chorób
albo śmiecisz jakieś forum
lub wyrażasz sprzeciw
babciu błagam mnie nie oszukasz
oboje wiemy że to za Facebooka
twojego wnuka
może twój wnuczek ma problem
pogadaj z nim może jest samotny może wpada w obłęd
może jest na fatalnej ścieżce może szura kreski
lub o zgrozo szura na kreskę
babciu ty też poczujesz gniewu zanik
babciu zbuduj most między pokoleniami
a przy okazji mimo chodem prośba skromna
niech twój wnuk ci założy konto w banku on-line
to jest wygodne ba to jest prostsze
możesz płacić rachunki bez chodzenia na pocztę
a jak ja wpadnę kiedyś tu z awizem znowu
będę miał krótszą kolejkę i święty spokój
Łona i Webber – Jesteśmy w kontakcie
O dobrze że dzwonisz tak pamiętam że mamy temat
czasu nie ma musimy się spotkać i pogadać nic nie mam
ja teraz nie wiem kiedy mogę ale sprawdzę jak jutro
przekręcę i wszystko ci powiem
Jesteśmy w kontakcie
Nie dzwoniłem wczoraj to chyba przez nie najlepszą pamięć
bo w zasadzie miałem to w planie
to tłumaczenie marne ale widzisz nie stać mnie na więcej
jutro ogarnę i przekręcę
Jesteśmy w kontakcie
Wiem że to opcja słaba we mnie też płynie protest
ale nie bardzo mogę teraz gadać zadzwonię potem
ile to potrwa nie wiem ale nie trać formy
zadzwonię od razu jak będę wolny
Jesteśmy w kontakcie
Miałem dzwonić wiem ale ten chroniczny brak czasu
tak że chętnie bym się zaszył przy tym co tak goni mnie
problemy płyną strugą
ale jest i pozytywny akcent bo odezwę się jakoś niedługo
Jesteśmy w kontakcie
Dobra mogę gadać więc do rzeczy przechodź
„Aaa to nie no to nie jest sprawa na telefon”
musimy się spotkać chętnie bym się do tej bestii odniósł
z tym że nie mogę w tym tygodniu
Jesteśmy w kontakcie
Sorry numer mi zginął wśród tylu nowych
więc może przypomnisz a tak pamiętam mam to z tyłu głowy
spotkanie tak na spotkanie szukałem azylu
właśnie szukam na nie terminu
Jesteśmy w kontakcie
Wcale nie jest pogrzebana ta sprawa
ja nie dzwoniłem bo zawalił się na mnie problemów nawał
więc jaka ustawka na tę rzecz przez duże RZ
jutro o drugiej jeszcze to potwierdzę
Jesteśmy w kontakcie
Słuchaj dwie sprawy raz że pamiętam o spotkaniu
a dwa że nie dam rady
i marne szanse by ogarnąć całą tę akcję
więc może po prostu pozostańmy w kontakcie
Łona i Webber – Nocny Ekspres
On stoi w korytarzu tuż przy drzwiach nieruchomo
i patrzy w mrok i to taki mrok w którym myśli toną
wiek trudno zgadnąć ale trudno też pominąć
że ma łeb na którym siwizna przykrywa z łysiną
wiele nie zabrał pół walizki może
widać że jeździ tym pociągiem od dawna i zawsze o tej porze
zawsze na tej trasie zawsze wsiada z tyłu
żeby stanąć w korytarzu w takim samym stylu
jakby tutaj przyrósł
pewnie wraca od córki co intelekt ma z genów
bo wyjechała z domu na studia już wiele lat temu
i żyje w wielkim mieście właśnie wyszła za mąż
on jest dumny z niej ale wciąż tęskni za nią
i teraz tory do pustego domu go wiodą
mieszka z żoną
ale nie gadają ze sobą
i mrok za oknem jakby jeszcze się umacniał
on gasi szluga i wysiada to jego stacja
Obejrzyj ze mną parę zdjęć może cię porwie
pospieszne połączenie skądkolwiek dokądkolwiek
patrz nocny pociąg pełen ludzi i duchów
jestem bliżej nich łapię ich w lot łapię w ruchu 2x
Szósty wagon za Warsem kawałek
ona siedzi tuż przy drzwiach w pustym przedziale
czemu przy drzwiach może chce się przesiąść nie wiem
ma pięćdziesiąt lat ale wygląda na pięćdziesiąt siedem
niewiele życia w tej przestrzeni
bo ona patrzy w pustkę nieobecnym wzrokiem nieruchomych źrenic
była tu obecna widać ślady
ale teraz jej nie ma cofnęła się w czasie o cztery dekady
żeby tym razem zebrać się w sobie
i odwrócić to wybrać niewybraną wtedy drogę
by uciec wyobraźnią w płodną wizję
i choćby w myślach podjąć niepodjęte decyzje
trwa to chwilę po czym wraca tu na swoją bazę
gdzie córka rzadko dzwoni a mąż jest obcy chociaż żyją razem
nie ma dokąd wracać mimo wszystko
ona zbiera się i wychodzi z małą walizką
Obejrzyj ze mną parę zdjęć może cię porwie
pospieszne połączenie skądkolwiek dokądkolwiek
patrz nocny pociąg pełen ludzi i duchów
jestem bliżej nich łapię ich w lot łapię w ruchu 2x
Za oknem taki mrok że za gradło chwyta
ale ona nie patrzy przez okno ma co czytać
a nawet gdyby nie miała to mrok by jej nie znalazł zbyt łatwo
bo ona gdzie nie spojrzy widzi światło
to wygodny przedział ekspres
przed nią jazda przyszłość
a przeszłość za nią barwna niedorzecznie
i mało co jej mąci ten jasny spokój
może tylko pusty wzrok ojca raz na pół roku
może matka i cały ten jej niezgrabny taniec
gdy snuje się niepotrzebna nikomu przez puste mieszkanie
widzi ich rzadko zbyt rzadko może
zresztą czasu nie ma żeby myśleć bo zaraz dworzec
trzy pary torów wiodą w mrok bez celu
trzy pociągi a w nich trzy przedziały w śroku troje pasażerów
choćbyś się wytężał tor zmieniał szynom
nie pojadą razem mogą się najwyżej minąć
Obejrzyj ze mną parę zdjęć może cię porwie
pospieszne połączenie skądkolwiek dokądkolwiek
patrz nocny pociąg pełen ludzi i duchów
jestem bliżej nich łapię ich w lot łapię w ruchu 2x
Łona i Webber – Nie wygłupiaj się
Nie musisz palić fury od razu
Czy rzucać pracy, by w system rozkazów wbić anarchistyczny pazur
Olej ten bełkot i bogać się, przy czym
Nie od rzeczy byłoby raz na jakiś czas przestać liczyć
Nie wyrzucaj telewizora, zgrzesz myślą
By raz po raz uciec w błogą bezmyślność
Z tym, że kiedy będzie już bezdenna wyłącz
Nim złapiesz się na tym, że wciągnęło Cię „M jak Miłość”
Nie musisz rezygnować z grania w reklamach
Dziś gra w nich nawet ten co się wczoraj tak zapalczywie wzbraniał
Tylko nie tłumacz się, zwłaszcza z dziećmi nie kłam
Bo obaj wiemy, że da się je wykarmić bez reklam
Nie musisz się wyrzekać korzeni
Choć czasem ktoś wywleka spod ziemi
Ich fragment, który chciałbyś zmienić
Możesz w nich wiernie trwać, tylko zadbaj
By rozejrzeć się, bo w innych korzeniach też jest prawda
Często coś się nie zgadza, najczęściej wszystko
To nie powód by się obrażać na rzeczywistość
Ba, ona akurat może tego nie dostrzec, zrób to łatwiej
Wystarczy, że czasem pomyślisz nim przytakniesz
Nie musisz kochać wszystkich – pomyśl
To by mogło się źle skończyć, świat i tak jest mocno przeludniony
I tyle sobie, nie wiem, wydziab kiedy patrzysz na ogół
Wystarczy byś nie widział w nim samych wrogów
Nie musisz rezygnować z biegu po sukces
Czy na szczyt, choćby po drodze najkrótszej
Ale gdy ktoś się wdrapie tam, aż tak się nie podniecaj
I ugryź się w mózg nim pomyślisz, że zrobił to po czyichś plecach
Nie musisz robić rewolucji w sztuce, widzisz nie ma gwarancji
Że to wyjdzie, nie każdy jest Banksym
A tylu jest co na prostą z cudzych prostych wyszli
Niemniej było by miło gdybyś czasem coś wymyślił
Nie musisz ufać wszystkim, zresztą kto jest w stanie?
Raczej PKU niech znajdzie tutaj zastosowanie
Wiem, że są ci co dawno już za prawdy granicą
Ale nie patrz na każdego jakby chciał Cię przyciąć
Ile jest? Dziewięć? No to jeszcze jeden by tu był
Nie musisz być królem kindersztuby
No może tylko jak spotkamy się na polskich drogach
Kiedy Cię wpuszczę to mi, kurwa, nie zapomnij podziękować
Teksty piosenek pochodzą z serwisu www.teksty.org






